Arktyka

Na pożegnanie Ameryki Północnej i przygotowując się do poznawania Antarktydy postanowiłam, że jeszcze trochę czasu poświęcimy Arktyce. No bo jak tu się oprzeć kiedy dziecko woła: „Mamo, ale jeszcze nie zbudowaliśmy igloo!”. Nie ma rady trzeba zbudować.

Igloo

Tylko jak zbudować igloo skoro nie ma warunków, żeby zbudować ze śniegi u lodu choćby namiastkę. Na trawniku 3 cm śniegu, który w dodatniej temperaturze coraz szybciej znika, szczególnie, że Miśka z uporem maniaka rozjeżdża go nartami nie zważając na wystającą trawę. Bałwan zwątpił i przewrócił się już drugiego dnia. Cóż, trzeba uruchomić wyobraźnię i zrobić igloo domowe, miniaturowe. W ruch poszedł papier toaletowy (pół rolki), woda, nieco maki ziemniaczanej, nieco więcej pszennej i sól. Papier został przez dziewczyny rozdrobniony i namoczony a potem pracowicie rozmiękczony. Po tym dodałyśmy resztę składników i powstała bardzo przyzwoita masa papierowa.

papier toaletowy masa papierowa

Wzięłam dwie filiżanki, które mają kształt zbliżony do połowy sfery, obłożyłam je dokładnie folią spożywczą a dziewczyny naniosły na nie niezbyt grubą warstwę masy. Na zdjęciu filiżanka za którą zabrała się Lusia zanim jeszcze zdążyłam owinąć ją folią.

oklejanie filiżanki

Po dokładnym wysuszeniu pomogłam dziewczynom wyciągnąć filiżanki z wnętrza papierowych skorup. Powiększyłyśmy nieco otwory wejściowe i umieściłyśmy w nich kawałki rolek od papieru toaletowego tak, aby powstało wejście w kształcie tunelu. Następnie dziewczyny smarowały powierzchnię igloo rozwodnionym wikolem i oklejały białym papierem kuchennym. Między innymi po to, żeby zakryć niewielkie otworki w warstwie masy papierowej oraz przymocować tunel wejściowy. Po wysuszeniu pomalowały wszystko na biało.

papierowe igloo

Od czasu do czasu dziewczyny wyciągają swoje papierowe igloo i figurki zwierząt. Mamy dwa misie polarne, królika, który przemienia się w arktycznego zająca (Mamo – stwierdziła Misia – a od czego jest wyobraźnia?) i lisa całkiem rudego, który udaje arktycznego lisa. Wata robi raz za burzę śnieżną raz za śnieżny puch znakomity na niedźwiedzią gawrę. Niedźwiedzie to atakują przerażonych ludzi szukających schronienia w igloo to polują na zająca, to znów zaprzyjaźniają się z zającem oraz lisem (Mamo – mówi Misia – bo to jest jeszcze bardzo młody niedźwiadek) i wspólnie budują śnieżne gniazdo.

Tropy na śniegu

Podczas zimowych spacerów dziewczyny niejednokrotnie przyglądały się różnym śladom pozostawionym na śniegu czy to przez ludzi czy przez zwierzęta. Grzebiąc w przepastnych zasobach sieci znalazłam karty na których pokazane były arktyczne i subarktyczne zwierzęta oraz ich tropy. Przy okazji natknęłam się ciekawy pomysł na zajęcia. Dałam więc dziewczynom składniki do zrobienia masy solnej, którą po wymieszaniu uszlachetniłyśmy za pomocą srebrnego brokatu, żeby nasz śnieg choć trochę się skrzył. Najpierw dziewczyny dopasowywały ślady do odpowiednich zwierząt porównując podpisy. Nawet Lusi szło całkiem dobrze.

zestaw kart zwierzęta i ich tropy niedźwiedź polarny i jego trop

Potem pokazałam im jak za pomocą kamyków o różnych kształtach, patyków do szaszłyków i wykałaczek można odbijać w masie solnej ślady przypominające tropy zwierząt. Lusia skupiła się na odtwarzaniu śladów ptaków, Miśka ambitnie kopiowała ślady z wszystkich kart. Podobało jej się tak bardzo, że następnego dnia powtórzyła zadanie na pozostałościach masy.

Ślad niedźwiedzia w masie solnej

Sowa śnieżna

Jednym z ptaków występujących na obszarze Arktyki jest sowa śnieżna. Zainspirowana znalezionym kiedyś w sieci pomysłem na wykonanie jej podobizny zaproponowałam dziewczynom kolejną zabawę. Tym razem ćwiczenie dla małych paluszków.

Z przepastnych zasobów zgromadzonych jesienią wydobyłam dwie spore sosnowe szyszki, Wręczyłam dziewczynom paczkę waty i wykałaczki, którymi trochę sobie pomagały upychając kawałki waty między łuskami szyszek. Na koniec wystarczyło tylko dokleić samoprzylepne oczy, dziób z kolorowego papieru i wetknąć skrzydła zrobione z białych piór.

sowa śnieżna z szyszki

Wata okazała się tak atrakcyjnym tworzywem, że dziewczyny jeszcze długo bawiły się sowami robiąc im z waty gniazda i norki.

Niedźwiedzie polarne

Znalazłam w sieci świetny pomysł na zajęcia. Na szczęście miałam w domu wszystko co potrzeba a drukarka ostatkiem sił wydrukowała sylwetki niedźwiedzi polarnych. Dałam dziewczynom kalkę techniczną, którą z dziką radością mięły tworząc na niej mnóstwo załamań. Potem wydzierały nieregularne kształty i przyklejały rozwodnionym wikolem do niebieskiego bloku tworząc arktyczne krajobrazy. Potem przykleiły sylwetki niedźwiedzi baraszkujących na śniegu. Na koniec nakleiły chmurki z waty. Sylwetki dorosłych niedźwiedzi pozbawione były szczegółów więc po wysuszeniu obrazków uzupełniły je z moją pomocą.

Niedźwiedzie polarne

Niedźwiedzie polarne

W wodzie

Woda w Arktyce jest zimna, bardzo zimna, nawet jak nie jest zamarznięta. Większość zwierząt ma z nią kontakt. Jedne spędzają w tej lodowatej wodzie całe życie inne zanurzają się w niej tylko kiedy polują, jeszcze inne wchodzą do niej tylko jak naprawdę musza jakoś się przemieścić. Jakoś to wytrzymują. Zrobiłyśmy z dziewczynami pewien eksperyment. Przygotowałam miskę z zimną wodą i wrzuciłam do niej tyle kostek lodu ile udało mi się przygotować w mojej przepełnionej zamrażarce. Niestety na lód i śnieg z podwórka nie ma co liczyć. Następnie z kawałka starego, ale grubego ręcznika i woreczków strunowych zrobiłam dziewczynom po jednej rękawicy.  Tak uzbrojone sprawdzały jak odczuwa zimno ręka w rękawicy a jak taka zupełnie nieosłonięta i miały okazję docenić słabą w porównaniu z niedźwiedzim czy foczym futrem, ale jednak lepszą niż nasza izolację termiczną.

izolacja termiczna

Na powyższym zdjęciu widać niemal przezroczystą lodową bryłę. Próbowałam zrobić w zamrażarce górę lodową, ale nie doceniłam pojemności cieplnej wody i za krótko ją trzymałam, Zamarzła tylko z zewnątrz. Wyjęta z zamrażarki pękła a zawartość się wylała. Nie poddaję się i próbuję stworzyć drugą.

Na szczęście udało mi się zamrozić płaską taflę lodu, która posłużyła nam jako kra. Szybko okazała się potrzebna bo w naszym „arktycznym” akwenie pojawiły się niedźwiedzie polarne.

niedźwiedzie polarne w lodowatej wodzie

Wrzuciłyśmy taflę do wody i ku zdumieniu dziewczyn zaczęła pękać i „strzelać”. Od razu zażądały wyjaśnień. Na szczęście mimo pęknięć tafla pozostała w jednym kawałku i mogła posłużyć polarnemu niedźwiedziowi do przedostania się na lepsze łowiska.

niedźwiedź polarny na krze

Kiedy Misia znudziła się gmeraniem w lodowatej wodzie Lusia przystąpiła do ćwiczenia się w wyławianiu resztek kostek lodu łyżką do makaronu. Wyławiałaby tak i wyławiała gdyby nie to że przyszła pora na zupę a reszta rodziny była już bardzo głodna.

wyławianie kostek lodu

Na niebie

Na arktycznym niebie czasem pojawiają się ptaki. Opowiadałam o nich dziewczynom, szczególnie o jednym takim, co by chciał, żeby cały czas było lato i potrafi sobie to zorganizować. Ten spryciarz, jak go nazwała Misia, to rybitwa popielata, ptak który spędza lato na biegunie południowym a potem się zbiera i leci na biegun północny, żeby tam spędzić lato.

Na niebie arktycznym pojawia się jeszcze coś, zorza polarna. Jednym z moich marzeń od dawna jest by kiedyś zobaczyć ją na własne oczy. Może, może, kto wie? Tymczasem postanowiłam, że zrobimy sobie własną sensoryczną zorzę na papierze korzystając z pomysłu, który opisała Justyna Wencel na blogu Dzika Jabłoń.

Pędem nabyłam piankę do golenia (tata stanowczo zabronił uszczuplać jego zasoby i zaczęłyśmy eksperyment. Do barwienia próbowałyśmy użyć barwników spożywczych (ale tu gama kolorystyczna była skromna bo to u nas towar deficytowy) i barwników do jajek (już się pojawiły w sklepach), płynnych akwareli nie udało mi się nabyć. Chyba się w końcu zmobilizuję na jakieś internetowe zakupy. Zabawa z pianką była przednia. Nakładanie, wyrównywanie, chlapanie barwnikami (uwaga na ubrania!) i delikatne rozprowadzanie ich patykiem.

barwniki na piance

Następnie odbijanie papieru.

piankowe mazy

Piankę trzeba dość szybko i sprawnie zgarnąć np szerokim kawałkiem tektury. Nie jest to łatwe. Kolory wyszły jakie wyszły. No ale tak krawiec kraje jak mu materii staje. Dla dziewczyn najbardziej zaskakujące było to, że inaczej wzór wygląda na piance, inaczej jak się papier z pianki wyjmie a jeszcze inaczej jak się go oczyści.

marmurkowy papier

Oczywiście nie mogło być inaczej i na końcu i tak powstała piankowa breja bardzo dokładnie wymieszana.

piankowa ciapa

I tym bardzo, jak na Arktykę, barwnym akcentem skończyłyśmy badanie bieguna północnego przenosząc się na biegun południowy gdzie będziemy realizować lutowe zajęcia z cyklu „Dziecko na Warsztat”.

11 myśli nt. „Arktyka

  1. Joanna, wspaniałe warsztaty zrobiłyście. I w całości i w każdej pojedynczej odsłonie 🙂 Bardzo spodobało mi się igloo i zabawa z tropami-odciskami w masie solnej. A breja na koniec zabawy z pianką – obowiązkowo!! Skąd ja to znam 😉
    Pozdrowienia serdeczne.

  2. Niesamowicie przeprowadziłaś lekcje o Arktyce. Dosłownie nauka przez zabawę z niesamowitym efektem. Igloo rewelacyjne – my próbowaliśmy kiedyś złożyć z kostek cukru 🙂

  3. Witam! Świetne pomysły na Arktykę! U nas ostatnio też na tapecie… Dotąd od dłuższego czasu królowała Antarktyda i pingwiny i tym się bawiłyśmy wiele, wiele razy, ale w końcu uznałam, że czas przenieść się w końcu na przeciwległy biegun 😉 Muszę też dodać, że moją świeżo upieczoną czterolatkę bardzo zainteresowała (co mnie zaskoczyło i zarazem ucieszyło) opowieść o Anaruku, Centkiewicza. Bardzo dużo z niej zapamiętała i opowiadała później podczas zabawy. Figurek antarktycznych jednak też nie mamy za wiele, więc próbujemy sobie radzić podobnie jak i Wy 😉
    I od kilku dni właśnie zastanawiam się jak tu zmontować Igloo….!! A tu proszę, taki świetny pomysł!! Jutro będziemy działać z córcią 🙂

    PS. Podczas zabaw z Antarktydą przetestowałam kilka sensorycznych zabaw, m.in. ocean zrobiony z „pokawałkowanej” niebieskiej galaretki, do tego kawałki lodu i małe i duże, jak u Was. Inna zabawa to mąka ziemniaczana + oliwka (taka dla noworodków – u nas zalegała od czterech lat i czekała chyba na ten moment 😉 – wychodzi super „śnieg”. I podobny śnieg, nie wiem czy nawet nie lepszy, wyszedł z pianki do golenia + skrobia ziemniaczana (to było pod ręką zamiast mąki ziemniaczanej, ale pewnie dużej różnicy nie ma) – lepiły się świetne kulki itp. 🙂

    Serdecznie pozdrawiam!!

    Asia

    • Książki, o której wspomniałaś jakoś nie mogę upolować w bibliotece. Jednak co się odwlecze to nie uciecze. Dzięki za podpowiedzi zabaw sensorycznych. Pisząc o galaretce to masz na myśli taką jadalną? Śnieg sztuczny robiłyśmy zeszłego roku z pianki do golenia i sody, ale na pewno spróbuję tej wersji z oliwką. Tez mam gdzieś zabunkrowaną butlę 😉

      • Ja niestety też nie mogłam upolować, a również się za nią rozglądałam i to w kilku bibliotekach! 🙂 Zaszalałam jednak, jakoś tak się uparłam… i na aros.pl zamówiłam za niecałe 7 zł! 😉
        A co do galaretki to tak, podobno jadalna ;), przypadkiem na półkach w którymś z hipermarketów niedawno znalazłam 🙂
        Z pianki do golenia i sody jeszcze nie próbowałam z kolei! 🙂 Tak, że dzięki za kolejny pomysł!
        I jeszcze co do figurek…widziałam fajny zestaw arktyczny… (hehh to googlanie w poszukiwaniu inspiracji…)! Już kiedyś – najpierw na zagranicznych stronach, a teraz i okazuje się, że u nas można kupić. Zresztą z tej serii z tego co widziałam, są też różne inne zestawy tematyczne. Te zestawy nazywają się Safari Ltd tuba, jakoś tak, może słyszałaś. Kilka dni temu widziałam go akurat w necie i chyba jakieś 30 zł kosztuje, bez przesyłki. My zatem na razie się wstrzymamy, ale do Arktyki pewnie wrócimy, więc może kiedyś… 🙂 Zestaw antarktyczny też na pewno jest 😉
        PS. Fajnie, że ta oliwka się w końcu może do czegoś przydać!! ;D

        • Dzień dobry,

          przeczytałam z przyjemnością i „kradnę” polarne sowy!

          Śnieg z mąki ziemniaczanej i pianki do golenia testowałam z powodzeniem, na moim wtedy prawie-dwulatku (kulki, ślady zabawkowych zwierząt i pojazdów, babki jak z piasku…) i podczas zajęć dla dzieci ze szkoły podstawowej (wykopywanie zaśnieżonych okazów przyrodniczych). Szybkie do zrobienia i całkiem szybkie do otrepania z ubrań:)

          Próbowałam również zorzy polarnej w wersji „obrazek”: kartka oklejona taśmą dwustronną, drobny kolorowy piasek (taki do dekoracji świeczek czy akwarium) i trochę brokatu. Dzieło sztuki wychodzi jednorazowego użytku, ale niewykorzystany piasek można zużyć do zrobienia piaskownicy na niesprzyjającą pogodę.

          Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *