Tanecznym krokiem przez Amerykę Północną – Dziecko na Warsztat

Kiedy w lipcu poznałam tematy warsztatów na każdy miesiąc wydawało mi się, że największą trudność sprawi mi temat przewodni warsztatu styczniowego. Skojarzenia miałam i owszem, jazz, blues, country, muzyka meksykańska. Tylko jak tym zainteresować dziewczynki, których myśli krążą raczej wokół sukni i księżniczek? I wtedy nastąpiło olśnienie. Zupełnie spontaniczny wypad na festyn dla dzieci jaki odbywał się na warszawskim torze wyścigów konnych w ostatni weekend wakacji. A tam Indianie. Nie, nie zupełnie prawdziwi. Właściwie to polski zespół Tatanka, który zajmuje się rozpowszechnianiem kultury Indian Ameryki Północnej. Kręci mnie ten temat od dawna więc namówiłam dziewczyny, żebyśmy obejrzały ich występ. I wtedy wyszły one. Kobiety w sukniach z dzwoneczkami i odtańczyły rytualny taniec uzdrawiający. Miśka patrzyła jak zaczarowana.

Taniec w suknie z dzwoneczkami

Po występie podeszłyśmy do jednej z tancerek i dowiedziałyśmy się wszystkiego co nam było potrzebne by uczynić z tego tańca nasz motyw przewodni, bo wszystko było jak trzeba, szczególnie sukienka.

Rdzenni mieszkańcy Ameryki Północnej

Poznawałyśmy Amerykę Północną badając głownie dzieje, zwyczaje i kulturę jej rdzennych mieszkańców. Za główne źródło informacji na ten temat posłużyła nam książka z serii „Co i jak”, pod tytułem „Indianie”. Pominęłam tylko część dotyczącą wojen między Indianami a osadnikami oraz zagłady Indian. Z grubsza tylko streściłam Miśce co się stało i dlaczego Indianie wiodą teraz inne życie niż w tamtych czasach.

Co i jak: Indianie - książka

Książka prowadzi czytelnika przez cały kontynent i pokazuje jak klimat i ukształtowanie terenu, fauna i flora wpływały na życie rdzennej ludności tych terenów. Przy okazji poznałyśmy też kontynent od strony przyrodniczej. Dziewczyny dowiedziały się co to preria czy subarktyka, oraz czym się różnią lasy na południu i w środkowej części kontynentu od lasów na jego północnym krańcu. W międzyczasie wykluł się poboczny projekt dotyczący wulkanów.

Ameryka Północna - regiony

Jednak ze szczególną uwagą przyglądałyśmy się plemieniu Chippewa (znanym też pod nazwą Ojibwa czy Odźibeje) gdyż to właśnie z tego plemienia wywodzi się najprawdopodobniej legenda i tradycja tańca w sukni z dzwoneczkami.

Sukienka z dzwoneczkami

Znalazłam w sieci całkiem sporo filmów pokazujących współczesne wykonanie tego tańca podczas pow-wow. Oglądałyśmy z dziewczynami namiętnie przyglądając się głownie strojom tancerek oraz ruchom jakie wykonują podczas tańca. Poniżej dwa wybrane filmy:

Z rozmowy z polską tancerką poznaną na festynie dowiedziałyśmy się, że pierwotnie dzwonki do sukienek wykonywane były z blachy pozyskiwanej z konserw.Nie mają w środku żadnego elementy, który by powodował dzwonienie. Są po prostu wszyte tak gęsto, że dzwonią uderzając o siebie nawzajem. Uruchomiłyśmy całą rodzinę, która przez jakiś czas skrupulatnie zbierała dla nas wieczka od konserw (tych z zawleczką) z których można zwinąć potrzebne stożki. Rodzina się spisała, tata zwinął blaszki w całkiem zgrabne stożki i kiedy zostałyśmy zaproszone na bal karnawałowy do oddziału przedszkolnego, do którego w zeszłym roku chodziła Miśka, sukienki były gotowe. Poza sukienką tancerki używają jeszcze ozdób głowy oraz wachlarzy wykonanych z piór. Nie mając pod ręką żadnych piór postanowiłyśmy je zrobić. Miśka wycięła z kartonu obłe kształty, które miały stać się chorągiewkami piór. W nacięciach umieściła plastikowe słomki do napojów, które stanowiły oś pióra.

pióro z papieru

W dolnej części przykleiła okrągłe płatki kosmetyczne imitując puch. Teraz mogłyśmy już zrobić ozdoby na głowy i wachlarz. Ja się zajęłam tymi pierwszymi Miśka wachlarzem. Na balu dziewczyny dzwoniły dzwonkami wzbudzając pewne zainteresowanie. Miśka dostała nawet wyróżnienie w konkursie na przebranie.

dziewczyny w sukniach z dzwoneczkami

Dziewczyny dzwoniły potem jeszcze przez kilka dni w domu ubierając się w sukienki od samego rana (rozpatrywałam już zakup stoperów do uszu), aż wreszcie ulitowały się nad naszym starym kotem, którego te dźwięki drażniły jeszcze bardziej niż mnie.

Łapacz snów

Z tego samego plemienia pochodzi legenda o łapaczu snów. Choć i inne plemiona miały swoje wersje tej historii. Zaproponowałam dziewczynkom, żebyśmy zrobiły sobie takie ozdoby. Pierwotnie miały być zrobione z kartonowych talerzyków jednorazowych, ale kiedy miałyśmy się zabrać za robotę okazało się, że talerzyków właśnie zabrakło. Wycięłam więc pierścienie z bloku technicznego. Swoją drogą to skandal, że współczesny blok techniczny ma gramaturę taką jak w moich czasach szkolnych miał zwykły blok rysunkowy a w dodatku rozmięka pod wpływem farb. Dziewczyny pomalowały swoje pierścienie a po wyschnięciu udekorowały je elementami wyciętymi z błyszczącego papieru.

dekorowanie łapacza snów Żeby usztywnić konstrukcję i wyprostować to co z powodu malowania i suszenia się pofałdowało zalaminowałam pierścienie i wycięłam ponownie. Potem to już tylko pozostało przeciągnąć bawełnianą włóczkę przez otwory wycięte dziurkaczem i udekorować łapacze za pomocą koralików i piórek.

przeplatanie łapacza snów

Łapacze zawisły nad łóżkiem dziewczynek strzegąc ich snów.

nasze łapacze snów

jak mieszkali indianie

Zrobiłyśmy również małe makietki różnych indiańskich domów. Za pomocą wydrukowanych i udekorowanych przez dziewczyny szablonów i patyków do szaszłyków stworzyłyśmy obozowisko Indian prerii.

tipi

wioska tipi

Wigwamy Indian zamieszkujących w północnych lasach (między innymi Chippewa) zrobiłyśmy naklejając gazety umoczone w kleju z maki (paper mache) na konstrukcję z  na wygiętych patyczków kreatywnych. Do kompletu powstało jeszcze drzewo.

wigwamy

Z pudełek, patyków i szarego papieru powstało pueblo typowe dla mieszkańców południowej części kontynentu. Miśka sama, klejem na gorąco skleiła z patyczków do szaszłyków i wykałaczek drabiny.

pueblo

Kukurydza

Kiedy czytaliśmy o Indianach i ich życiu Miśka zauważyła, że oni na ogół jedli takie zwykłe rzeczy jak fasola kukurydza czy dynie oraz indyki. Tak tak. Indianie byli mistrzami uprawy kukurydzy i to oni nauczyli osadników uprawy tych roślin. Co więcej, to oni pierwsi uprawiali pękająca odmianę kukurydzy i robili popcorn. Miśka była zachwycona tym odkryciem. Uwielbiamy dobry popcorn.
Przygotowałam dziewczynom rolki oklejone folią bombelkową, które one smarowały farbą w różnych odcieniach żółci i pomarańczu a następnie walcując kartki odciskały na nich wzór.

wzór z folii bombelkowej

Potem z tych kartek Miśka wycięła kolby a z zielonego papieru liście i dziewczyny z niewielką moją pomocą skleiły całkiem zgrabne kukurydze. Ja w tym czasie zrobiłam popcorn na drugie śniadanie. Bo w sumie popcorn jest zdrowy pod warunkiem, że robi się go samemu z ziaren w garnku (taki gotowy albo taki do robienia w mikrofalówce już niestety nie jest zdrowy).

papierowa kukurydza i popcorn

Jako ciekawostkę tylko napiszę, że akurat Indianie z plemienia Chippewa żywili się nie kukurydzą tylko dzikim ryżem, który młócili wprost z wody do canoe. No i to oni wynaleźli syrop klonowy. Mniam.

Gra

Tym razem do naszych działań warsztatowych postanowił włączyć się tata. Jako że Miśka coraz częściej grywa w gry planszowe zaproponował, żeby stworzyć grę dotyczącą Ameryki Północnej. Wydrukowałam więc mapę konturowa kontynentu w formacie A2 (trzeba było skleić z 4 kartek) i zabrali się do roboty. Razem z tatą dziewczyny przyglądały się mapom w atlasie i nanosiły na swoją plansze charakterystyczne dla tego kontynentu obszary. Potem wykorzystały naklejki z zestawu „Cuda świata” oraz wydrukowany z sieci zestaw zwierząt (z Ameryki Północnej i z Arktyki)

Ameryka Północna - gra planszowa

Na koniec Miśka wyznaczyła trasę (kończy się na Alasce zdobyciem złota) zaznaczyła pola specjalne, wymyśliła zasady przyspieszające i spowalniające marsz i już można było rozegrać pierwszą rundę.

Ameryka Północna - gra planszowa

Miesiąc upłynął. Nadszedł termin publikacji warsztatowych działań a ja jak zwykle doszłam do wniosku, że tyle jeszcze można było zrobić. To chyba jakaś choroba.

*    *    *

Wpis powstał w ramach projektu „Dziecko na warsztat II edycja”

logoDnW-2edycja2

Zapraszam do odwiedzania innych blogów uczestniczących w projekcie.

15 myśli nt. „Tanecznym krokiem przez Amerykę Północną – Dziecko na Warsztat

  1. barwnie i z wątkiem wulkanicznym, w którym rozczytywałam się ostatnio 🙂
    dzwoneczki i kukurydza – to moje faworyty podczas czytania -do momentu, gdy nie przeczytałam o grze… i koniec- wsiąkłam 🙂

  2. Dziękuję za wszystkie miłe słowa. Największą jednak satysfakcję sprawia mi ciągłe parcie na szkło i niedosyt jaki obserwuję u starszej córki. Właśnie z siostrą rozrabia masę papierową, bo przecież nie zdążyła zbudować igloo. Wygląda na to, że powstanie warsztat dogrywkowy poświęcony Arktyce.

  3. Wow, jestem pod wrażeniem! świetnie rozpracowany temat, a dziewczyny wyglądały fantastycznie w tych indiańskich strojach! W jakim wieku są Twoje dziewczyny? Strasznie mi się spodobała też Wasza gra. Ciekawe, mieliśmy w planach zrobić podobne łapacze snów w następnym miesiącu, bo właśnie będziemy mówić o Ameryce Północnej. A co do syropu klonowego, to najwięcej produkuje się jej właśnie w naszej prowincji, w Québec. 🙂
    Pozdrawiam serdecznie,
    Moni & Co.

      • Tak myślałam, że są troszkę strasze od moich smyków. Myślałam właśnie pod kątem zrobienia podobnej gry planszowej z Gabisiem, ale pomimo że bardzo lubi kolorować to nie jestem pewna, czy dałby radę aż całe A3, chyba trzeba było by mu pomóc. 😉 Magda zaś napewno zakreśliłaby tylko kilka wielkich łuków i to wsjo. 😉 Muszę przemyśleć, bo t bardzo fajny pomysł. Dzięki za opublikowanie Waszej gry. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *