Nowy domownik

Na początku maja przygarnęliśmy błąkającego się psa. Dziewczyny bardzo chciały go zatrzymać, ale zrozumiały, że ktoś jednak może go szukać i za nim tęsknić. Przygotowałam więc i rozwiesiłam ogłoszenia i rzeczywiście, bardzo szybko znalazł się szczęśliwy właściciel. Dziewczyny, choć rozumiały, że za tym pieskiem tęsknią inne dzieci były zawiedzione, a ja w sumie nie byłam gotowa na nowego domownika. 

Od tamtej pory minęło sporo czasu ale zaobserwowałam, że dziewczyny jeszcze żywiej reagują na wszelkie psiaki i coraz częściej wspominają że może byśmy tak mogli mieć psa. Przekalkulowałam wszelkie za i przeciw i uznałam, że jakiś mikrus nie nadwyręży naszego budżetu a jak dobrze wybierzemy to nie nadwyręży tez moich nerwów. A Misia w sumie jest na tyle duża, że może częściowo odpowiadać za wyprowadzanie psa.

Dziewczyny mają wprawdzie świnki morskie, które są bardzo przytulaśne i kochane, w domu są koty, jednak widziałam, że dziewczynom potrzeba futrzanego towarzysza do domowych i podwórkowych szaleństw. Ani nasze koty ani świnki się do tego nie nadają (tym bardziej wąż i żaden z 5 żółwi stepowych, które też u nas mieszkają). Koty są tylko do karmienia i wylegiwania się na kanapie, świnki do karmienia i miziania a z gadami kontakt jest na poziomie bliskim zeru.

Kiedy już przekonałam ostatnią niezdecydowaną osobę, czyli siebie (męża przekonywać nie trzeba), zaczęłyśmy szukać odpowiedniego kandydata. Pies miał być mały (również ze względu na ograniczoną ilość miejsca w samochodzie), lubiący dzieci i zabawę, tolerujący inne zwierzęta, potrafiący się zachować w domu. Nie mógł to więc być szczeniak. Na wychowywanie szczeniaka i uczenie go wszystkiego nie miałabym czasu, poza tym na rasowego nie za bardzo nas stać a całym sercem jestem przeciwko rozmnażaniu psów nierasowych. Pies musiał być dorosły a więc w grę wchodziła jedynie adopcja. W dodatku adopcja z domu tymczasowego gdzie pies byłby pod opieką osoby, która maiła dość czasu i okazji, żeby psa poznać i powiedzieć mi wszystko na temat jego charakteru. Niestety nie mam dość zacięcia i wiedzy by adoptować psa wprost ze schroniska.

Nie będę opisywać rożnych perypetii jakie towarzyszyły naszemu staraniu się o adopcję psa, bo działy się rzeczy nie tyle nieprzyjemne co zadziwiające. Grunt, że wreszcie znaleźliśmy odpowiedniego kandydata a jego opiekunka przekonała się, że jesteśmy dość odpowiedzialni i świadomi obowiązków jakie na siebie bierzemy. I tak oto w naszym domu zamieszkał Ciastek.

Ciastek

Jak mówi Misia, pies rasy „do kochania”, żywy ale dobrze ułożony mikrusek, który z zupełnie niezrozumiałych powodów trafił do schroniska, skąd na szczęście szybko został zabrany. W moje córki patrzy jak w obrazek. Wskakuje na kolana, wieczorem bez pardonu pakuje się pod kołdrę układając głowę na poduszce. Jedyne czego trzeba go nauczyć to zabawy zabawkami. Chyba wychowywał się z dziećmi i zabraniano mu tego. Trzymajcie kciuki za naszą dalszą integrację.

2 myśli w temacie “Nowy domownik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *