Cała Polska w edukacji domowej. Post scriptum

Kontynuując rozważania na temat obecnej sytuacji dzieci szkolnych, wynikającej z zamknięcia wszystkich placówek, postanowiłam napisać kilka słów, żeby wyjaśnić tym co tego nie rozumieją, czym różni się edukacja domowa od tego czego doświadczają obecnie dzieci szkolne. Wiele osób żartuje sobie, że teraz wszystkie dzieci są w edukacji domowej, nawet tytuły moich artykułów są troszkę przewrotne i mylące. Tymczasem prawdę mówiąc jedno z drugim nie ma nic wspólnego. 

książki

Biorę pod uwagę, że może w jakichś rodzinach edukacja domowa wygląda tak, że dzieci mają z góry narzucone jakie zadanie kiedy i jak mają rozwiązać i są z tego rozliczane. Niemniej jednak edukacja domowa na ogół tak nie wygląda.

Kontrola a odpowiedzialność, czyli o ocenach słów kilka

Przyjrzyjmy się wpierw jak wygląda obecnie sytuacja dzieci szkolnych, które z powodu wprowadzonego rozporządzenia muszą się uczyć w domu. W zasadzie coś takiego jak nauka online, póki co, wykorzystywana jest w minimalnym stopniu, choć nie brakuje gotowych rozwiązań, które dają się bez większego wysiłku wykorzystać. Od ręki są dostępne różne darmowe serwisy i aplikacje wideo-konferencyjne. Tylko że to wymaga zaangażowania nauczyciela, przede wszystkim. To jemu musi się chcieć. Tymczasem wielu nauczycieli przeszło w tryb stand by. Gros z nich robi to co do tej pory tylko teraz to już jawnie. Zadają dzieciom pracę domową, często wielokrotnie więcej niż wcześniej i niż byliby w stanie zrealizować na lekcji, i egzekwują jej wykonanie. Teraz już nawet nie muszą uczyć i czują się usprawiedliwieni. Egzekwują z resztą zupełnie bezpodstawnie, bo teoretycznie nie mają prawa wystawiać za to ocen. Jednak do ocen się to sprowadza, a można by to wykorzystać żeby się nauczyć dawać uczniom prawdziwy feedback. Pół biedy jak nauczyciele dają dzieciom wytyczne na cały tydzień i pozwalają im zrealizować zadanie w dowolnym momencie. Są jednak i tacy, którzy nie postawiają niemal żadnego marginesu swobody. Mamy tu typową kontrolę sprawowaną metodami opartymi na strachu, metodami typowo szkolnymi. I to jest właśnie to co zasadniczo różni edukację zdalną uczniów szkolnych od typowej edukacji domowej. Jeśli w ogóle można mówić o typowej edukacji domowej.

W edukacji domowej na ogół rodzice dużo pracy poświęcają na to, żeby przygotować dziecko do stopniowego przejmowania odpowiedzialność za swoją edukację. Na ogół (pisze tak bo nie słyszałam jeszcze o rodzicu, który wystawia swojemu dziecku oceny takie jak w szkole) w edukacji domowej dziecko dostaje rzetelny feedback, dowiaduje się gdzie popełniło błąd i czego trzeba się jeszcze nauczyć. Tak więc jeśli występuje ocena jego nauki to jest wyłącznie po to, żeby wiadomo było nad czym jeszcze trzeba pracować. Nie jest kolejną cyferka, którą trzeba zdobyć lub poprawić, żeby na koniec na świadectwie znalazła się odpowiednia cyferka. Zatem sposób i powód oceniania dzieci w edukacji domowej oraz funkcja tych ocen są diametralnie różne niż w przypadku dzieci szkolnych. Niestety to, że one teraz się uczą w domach niczego tu nie zmienia. Nadal ich nauka służy głównie do zdobywania ocen, choć miało być odwrotnie, oceny miały służyć zdobywaniu wiedzy.

edukacja zdalna

Portale edukacyjne

Skłamałabym twierdząc, że dzieci w edukacji domowej nie używają portali internetowych. Używają, głównie dlatego, że stopniowo przejmują odpowiedzialność za swoją edukację, o czym pisałam, dlatego że są i na ogół lubią być samodzielne w tym obszarze.  Poza tym to bardzo pomocne, szczególnie gdy w edukacji domowej jest w rodzinie kilkoro dzieci i nie da się każdemu z nich wszystkiego osobiście objaśniać. W reszcie dlatego, że instrukcje i filmiki często są zrobione przez pasjonatów i osoby z duża wiedzą i z większym polotem niż to zrobiłby akurat rodzic.

Na ogół jednak edukacyjne portale internetowe nie są kwintesencją edukacji domowej, jak to się niektórym wydaje. Edukacja domowa polega głównie na aktywnym zdobywaniu wiedzy, samo oglądanie filmików to o wiele za mało. Dzieci w edukacji domowej często robią rozmaite projekty, uczą się robić notatki, tworzą lapbooki, nagrywają filmiki i robią wiele innych rzeczy wykorzystując swoją kreatywność i zainteresowanie tematem. O spotkaniach grupowych, wizytach w muzeach i innych wycieczkach tylko napomknę bo obecnie nie są one dostępne, ale to też ważny element edukacji domowej.

Tymczasem okazało się, że największą potrzebą rodziców dzieci, które teraz muszą się uczyć w domu są portale edukacyjne. Czyli znów oddanie komuś jak największej części odpowiedzialności za to, żeby czegoś nauczył dziecko. Pisząc to prościej. W edukacji domowej dzieci się uczą dzieci szkolne są uczone.

W edukacji liczy się czas

Nie trzeba być wybitnie inteligentnym, żeby wiedzieć i rozumieć że nie zawsze jest najlepszy moment na to co się chce albo, co gorsza musi zrobić. Dzieci w edukacji domowej mają dość swobody na to by zajmować się edukacją w najbardziej dogodnym dla nich momencie i pracować w odpowiednim dla nich tempie. Dotyczy to przede wszystkim pory dnia. Jedne dzieci lubią wstawać rano i brać się do roboty inne wolą pospać i uczyć się po południu. Dotyczy to też całego roku szkolnego. Wiadomo trzeba w końcu zdać egzamin, ale można zdecydować że wpierw zajmujemy się głównie matmą a bliżej wakacji głównie historią, albo na odwrót.

edukacja domowa

Dzieciom szkolnym nie dano takiej możliwości. Mają wstawać wtedy kiedy wszyscy, być na lekcji razem z innymi, zajmować się konkretnymi przedmiotami i konkretnymi tematami w rytmie wyznaczonym przez szkołę. Nic dziwnego, że dla większości na ogół nie jest to optymalny czas, więc nie może być optymalnie wykorzystany. Ta poważna różnica między edukacją domową a zdalną edukacją dzieci szkolnych niestety została utrzymana. Mają robić to co każe nauczyciel wtedy kiedy nakazał nauczyciel. Jedyna wolność jaką uzyskały to że nie muszą siedzieć w ławkach i mogą się napić herbaty kiedy mają na to ochotę, oraz wyjść do toalety bez pytania o zgodę.

Wielu rodziców pyta jak zrobić, żeby dziecku się chciało w domu uczyć, żeby bez awantur wzięło się za to co mu zadano. My edukatorzy domowi nie mamy na to tajnego patentu. My po prostu rozumiemy jak działa czas i jak wpływa na funkcjonowanie dzieci. Znamy swoje dzieci i wiemy jak funkcjonują, kiedy im się lepiej uczyć, kiedy potrzebują kilku dni zupełnego luzu (nie licząc weekendów), kiedy potrzebują się oderwać i po prostu jechać na wycieczkę albo do babci, co im w nauce pomaga a co im ją utrudnia. Obserwujemy też zjawisko zwane przez nas „odszkolnieniem” a które polega na tym, że dziecko, żeby wyjść z działania systemowego i wejść w edukację domową potrzebuje czasu. To ile trwa okres „odszkolnienia” zależy od tego jak długo dziecko było  w szkole.

Dlatego też dzieci będące obecnie w przymusowej edukacji zdalnej nie są i nie będą w edukacji domowej (chyba że któryś rodzic pod wpływem zaistniałej sytuacji zdecyduje się formalnie przejść na ED). Nie mają szans na „odszkolnienie” bo nie mają na to czasu a poza tym ciągle są w tym szkolnym kieracie, zadawanych tematów i prac domowych.

 

7 myśli w temacie “Cała Polska w edukacji domowej. Post scriptum

  1. Wszystko to jest bardzo ważne i przeczytałam z zainteresowaniem. My nie mamy ED, choć musimy pomagać córce w nauce, bo wielu rzeczy nie rozumie w wykonaniu nauczycieli szkolnych, ale teraz, gdy jesteśmy poza domem, u Babci, i nasze życie uległo odłożeniu na potem, na bliżej nieokreśloną przyszłość, jest czas na refleksje. Uczę się z dziećmi tego, co zadają w szkole. Drugoklasista po prostu uwielbia swoją panią, a ona zadaje sobie trud wyszukania dla dzieci naprawdę ciekawych zadań – tu praca przebiega sprawnie, choć wg wytycznych, bo dziecko jest zmotywowane do nauki, samo z siebie lubi zdobywać wiedzę i jak nic nie zadane, to sam sobie coś wymyśla, a my mu tylko podpowiadamy, co jeszcze można. A 7-klasistka odszkalnia się sama, „Mam koronaferie” – powiedziała. Na razie, prócz matmy i angielskiego, nikt z nauczycieli nie chce od nas nic egzekwować, więc pozwalam długo spać i robić zadania we własnym tempie i w wybranej przez córkę kolejności. Taka namiastka ED. Przede wszystkim cieszę się, że Młoda nie musi iść na 10 lekcji i jeść wstrętnego obiadu szkolnego- dyskusje z dyrekcją (a raczej jej milczące olewactwo próśb rodziców o zmianę planu) ustały. Jest cudownie.

    • Szkolne dzieciaki w nauczaniu początkowym to często mają jeszcze tę pierwotną motywację wewnętrzną do rozwoju, która niestety na ogół zanika w kolejnych klasach.

  2. Pingback: Bardzo przepraszam, ale edukacja domowa nie ma nic wspólnego z nauką zdalną, jaką serwuje nam szkoła - Matka Tylko Jedna

  3. Z zaciekawieniem przeczytałam Pani artykuł, ponieważ nie mam doświadczenia ED. Myślę, że takie rozwiązanie ma wiele plusów. Przede wszystkim brak oceniania- to jest zmora i powód sporej demotywacji w typowej szkole.
    Myślę jednak, że ED pozbawia dzieci czegoś bardzo ważnego. Pozbawia relacji społecznych wśród grupy rówieśniczej. Nie są to może często łatwe relacje, ale jednak bardzo ważne dla całościowego rozwoju dziecka.
    Ponadto nauczyciele w dużej mierze są specjalistami i pasjonatami. Łatwiej im dać informacje zwrotną w swojej dziedzinie. Choć im liczniejsza klasa, tym staje się to trudniejsze. Rodzic nigdy nie będzie znał się na wszystkim. Rozumiem, że to prowadzi do samokształcenia u dzieci, ale po drodze mogą one nie zgłębić wielu istotnych kwestii. Weźmy na przykład interpunkcję. Zauważyłam, że w wielu miejscach brakuje w Pani tekście przecinków. Jak więc może Pani pomóc dziecku w zrozumieniu polskiej interpunkcji ? A nie jest ona łatwa. Jasne też, że nie tylko o interpunkcję tutaj chodzi. Jest to tylko przykład.
    Krytykuje Pani także nauczycieli, którzy codziennie wysyłają listę zadań w czasie pandemii. Warto jednak zaznaczyć, że w wielu szkołach dyrektor placówki kontroluje nauczycieli, czy codziennie wykonują pracę właśnie w taki sposób.
    Niemniej, podziwiam rodziców, którzy podejmują trud ED. Tym bardziej, że wymaga to zazwyczaj rezygnacji z życia zawodowego, co w naszym społeczeństwie jest odczytywane często jak nicnierobienie- a przecież nic bardziej mylnego.

    • Jeśli Pani myśli, że ED pozbawia dzieci relacji społecznych to znaczy, że nadal niewiele Pani wie o tym trybie edukacji 😉 A jeśli chodzi o kompetencje nauczycieli to pozwolę sobie nabrać wody w usta. Tak, w wielu miejscach mojego artykułu brakuje znaków interpunkcyjnych. Jakby to powiedzieć. Byłam kształcona przez pasjonatów i specjalistów w szkole systemowej 😉 wierzę jednak, że ucząc się wraz z dzieckiem szybko nadrobię te braki po specjalistach. A i jest Pani w błędzie co do rezygnacji z życia zawodowego. Moje całkiem dobrze się rozwija.

      Co zaś tyczy relacji dyrektorów i nauczycieli. Ich obowiązuje prawo i rozporządzenia jakie zostały wydane na tę okoliczność. Ale one są inne. Jako specjaliści powinni potrafić je przeczytać i zrozumieć.

      • Właśnie i to jest ważne. Prawo mówi jedno, a dyrektorzy wymagają czegoś innego. Czy tylko ja mam takie wrażenie, że wiele osób nie rozumie tego, co czyta w rozporządzeniu, które zostało wydane na zaistniałą sytuację.

    • Chciałabym dorzucić swoje trzy grosze w temacie hipotetycznej desocjalizacji na edukacji domowej. Skończyłam teraz pierwszą klasę liceum w edukacji domowej (poprzednie 9 lat edukacji w systemowej szkole) i mogę powiedzieć, że grupa rówieśnicza to jedno z największych moich największych pozytywnych zaskoczeń w ED. Myślę, że poznałam nie mniej ludzi, niż w stacjonarnym liceum, a na dodatek z większością z nich mam dużo więcej wspólnego niż miejsce zamieszkania i wybrane rozszerzenie. Sporo relacji zawdzięczam Klasom Liceum Edukacji Domowej, inicjatywie szkół MMS. W temacie socjalizacji, trzeba przede wszystkim chcieć i szukać miejsc, gdzie rówieśnicy są. Wśród homeschoolerów popularne jest na przykład harcerstwo.

Pozostaw odpowiedź Aga Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *