Bakterie – takie małe a takie ważne

Kiedy Ilona Popławska blogierka z ‚Kreatywnym okiem’, zaproponowała wakacyjny projekt przyrodniczy, nie trzeba mnie było wcale namawiać. Dziewczyn z resztą też. W błyskawicznym tempie, przerywając od czasu do czasu błogi, wakacyjny wypoczynek, przemkniemy się przez pięć królestw świata ożywionego. Taki właśnie tytuł ma ten projekt „Królestwo”, a na pierwszy rzut idzie królestwo bakterii. Kiedy moje córki słyszą „bakterie” pierwsze co im przychodzi do głowy to potrzeba umycia zębów po jedzeniu i rąk przed jedzeniem (to akurat bardzo dobrze). Drugie skojarzenie to gronkowiec i inne bakterie z „Było sobie życie„.

To akurat trochę gorzej. Cenię sobie ten serial bardzo, ale byłoby niedobrze, gdyby dzieci zbyt dosłownie brały to w jaki sposób ukazywane tam są min bakterie.  Nadarzyła się więc świetna okazja żeby dowiedzieć się jak to z tymi bakteriami jest naprawdę. Oczywiście trudno jest je zobaczyć w warunkach domowych. Nawet mając odpowiednio mocny mikroskop, zrobienie odpowiedniego preparatu wymaga sporej wiedzy i wprawy. Z braku zarówno preparatów jak i mikroskopu zadowoliłyśmy się zdjęciami znalezionymi w internecie.

Krótkie poszukiwania pozwoliły mi przekonać dziewczyny, że bakterie to nie tylko nasi wrogowie i źródło chorób. Z resztą we wspomnianym serialu została poruszona dość niejasna sprawa bakterii e. coli, która żyje sobie spokojnie w naszych jelitach produkując dla nas niektóre witaminy. A jednak w pewnych warunkach może być bardzo groźna. Z resztą dziewczynom gdzieś brzęczało hasło „żywe kultury bakterii” jako coś pozytywnego. Delikatnie tylko naprowadzone na trop przypomniały sobie kiszenie kapusty i ogórków. Małosolne robią się szybko, a sezon ogórkowy już się zaczął, więc przystąpiłyśmy do pracy z zamiarem wykorzystania bakterii do własnych kulinarnych celów.

ogórki małosolneZdjęcia gotowego produktu nie będzie. Ukisiły się szybko i równie szybko zostały zjedzone. Zdążyłyśmy zaobserwować na szczęście efekt pracy bakterii w postaci zmętnienia wody oraz zmiany koloru i smaku ogórków.

Kiedy ogórki były nastawione przypomniałam im wreszcie gdzie słyszały o tych żywych kulturach bakterii. Oczywiście chodzi o jogurty i tym podobne wyroby. Bardzo się zdziwiły, kiedy powiedziałam im, że można zrobić jogurt w domu. Wykorzystałyśmy mleko UHT, więc nie trzeba go było gotować, wystarczyło nalać do garnka i lekko podgrzać. mleko

Nie za bardzo, żeby nie zrobiło się za gorąco dla bakterii.

podgrzewanie mleka

Do tak przygotowanego mleka dodałyśmy łyżkę jogurtu naturalnego ze sklepu, żeby zaszczepić odpowiednie bakterie, które przerabiają mleko na jogurt.

jogurt naturalny

Pogoda się znacznie popsuła więc nie byłam pewna czy uda nam się doprowadzić eksperyment do końca bez specjalnej maszynki do podgrzewania jogurtu. Na szczęście trzydzieści godzin później można już było jeść gotowy produkt. Mniam!

jogurt

A w tak zwanym międzyczasie dziewczyny poznawały budowę i zwyczaje bakterii. Na kartkach papieru narysowałam ich kółka symbolizujące szalki petriego. Potem pokazywałam dziewczynom różne formy jakie przyjmują kolonie bakterii, a one odtwarzały je używając plasteliny.

bakterie bakterie bakterieDziewczynom najbardziej podobały się krętki. W każdym razie teraz takie nazwy jak pałeczki okrężnicy, krętki blade czy gronkowiec złocisty nie będą już dla nich czystą abstrakcją.

Porozmawiałyśmy sobie też o tym na jakiej podstawie można uznać, że bakterie to są żywe organizmy. To dość trudne do wyobrażenia, szczególnie to oddychanie beztlenowe i odżywianie się bez pobierania pokarmu. No ale co zrobić? Trzeba wierzyć na słowo. Poznawszy różne ciekawostki z życia bakterii zrobiłyśmy przy użyciu kolorowej włóczki i kleju modele.

bakterie bakterie bakterieZrobiłyśmy nawet mezosomy, choć wiemy, ze one nie istnieją. Ale tak ładnie wyglądają.

Na koniec zaproponowałam dziewczynom pewną zabawę. Programiści znają ją pod hasłem „Gra w życie” i jest to na ogół jedno z pierwszych zagadnień programistycznych z jakim styka się początkujący adept tej sztuki. My grę w życie rozegrałyśmy nie na komputerze tylko na planszy pożyczonej z pewnej gry.

„Gra w życie” w dużym uproszczeniu symuluje życie koloni organizmów jednokomórkowych. Zasady są proste. Na każdym polu planszy może być tylko jedna komórka. Jeśli ta komórka ma 2 lub 3 sąsiadów (na polach stykających się bokami lub narożnikami) może żyć dalej. Jeśli ma ich mniej lub więcej umiera z powodu nieodpowiednich warunków. Organizmy w naszej grze nie tylko umierają ale też rodzą się. Komórka może urodzić się na polu które ma dokładnie trzech sąsiadów.

Na początku zabawy nasze szklane kamyki rozrzuciłyśmy po planszy poprawiając potem ich położenie tak, żeby było zgodne z zasadami. Następnie szukałyśmy tych komórek, które nie przeżyją tej tury z powodu złych warunków i oznaczałyśmy je kładąc obok czerwone żetony.

 Kolejnym zadaniem było wytypowanie wolnych pół na których w tej rundzie urodzą się nowe komórki. Na końcu zdejmowałyśmy martwe komórki umieszczałyśmy nowe na wytypowanych miejscach i nasza kolonia się rozwijała, a cały cykl rozpoczynał się od nowa.

W pierwszej próbie rozpoczęłyśmy od zbyt małej liczby komórek, które za bardzo się rozproszyły. Po kilku rundach nasza kolonia umarła.

W drugiej próbie zmieniłyśmy warunki początkowe. Komórek było więcej i ułożone gęściej. Na początku drugiej próby zauważyłyśmy, że z rundy na rundę na planszy przybywa komórek. Co oznaczało, że mniej umiera niż się rodzi. Po jakimś czasie liczba komórek pozostawała już stała, nieznacznie tylko fluktuując, co było bardzo ciekawym zjawiskiem. Kolonia się ustabilizowała. Jak ta „symulacja” wygląda w wykonaniu programu komputerowego można zobaczyć na stronie MIMUW.

Mieliśmy zrobić jeszcze jedną zabawę, ale zamówione materiały nie dotarły. Trzeba będzie cierpliwie poczekać i zrobić dogrywkę.

*   *   *

Wpis bierze udział w projekcie Królestwo

4 myśli w temacie “Bakterie – takie małe a takie ważne

Pozostaw odpowiedź Ilona Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *