Wieża Babel, czyli rzecz o językach Azji – Dziecko na Warsztat

– Misia, a ty wiesz, co to jest język?
– No tu w buzi jest. Yyyyyy – odpowiedziała Misia demonstrując właściwy organ.
– A pamiętasz jak się w przedszkolu uczyłaś języka angielskiego? Co to oznacza? Anglicy mają inne języki?
– Oj mama, no przecież nie. Takie same. Oni po prostu mówią inaczej niż my.
Język, język, język. Temat przewodni kwietniowego warsztatu, który dotyczy Azji.

A z Azją mi jakoś tak od razu kojarzy się Marko Polo. Poczytałyśmy sobie o jego podróży a wcześniej jeszcze o Aleksandrze Wielkim, który też się zapuszczał do Azji. Także o przygodach marokańskiego podróżnika Ibn Battuta, który wybrawszy się na pielgrzymkę do Mekki dotarł w końcu aż do Chin. Podróżowaliśmy sobie więc z nimi palcem po mapie poznając regiony, kraje i nazwy geograficzne, które się będą później jeszcze na naszych zajęciach warsztatowych pojawiać.

Azja nie jest chyba wyjątkowa jeśli chodzi o mnogość języków jakimi się posługują jej mieszkańcy, choć pewności nie mam, bo nie jestem specjalistą. Za to różnorodność jeśli chodzi o sposoby zapisywania myśli jest chyba nieporównywalna. Cyrylica, znaki chińskie, japońskie inne dalekowschodnie, pismo arabskie, mnogość pism związanych z językami indyjskimi jak dewanagari czy gudżarati. A kierunek zapisu? Też pełna dowolność. Od lewej do prawej, od prawej do lewej, z góry na dół.

Pismo klinowe

Warto też wspomnieć, że to Azja uważana jest za kolebkę zapisu alfabetycznego, który narodził się w Fenicji. Na początek jednak zaproponowałam dziewczynom zabawę w pismo klinowe, które również powstało w Azji. Dostały więc składniki i zaczęły wyrabiać masę solną a ja z suchych patyków przygotowałam coś na kształt rylców. Tak to wygląda w oryginale:
pismo klinowe

A tak dziewczyny kopiowały pojedyncze słowa z przygotowanych przeze mnie kart. To znaczy Misia kopiowała Lusia postanowiła jednak stworzyć własne.

pismo klinowe pismo klinowe

Alfabet Fenicki

Fenicjanie, podróżnicy i kupcy, ludzie ze wszech miar praktyczni postanowili uprościć pismo. Stworzyli alfabet (a właściwie uprościli istniejący już pierwowzór)  fonetyczny. To z tego alfabetu wywodzi się alfabet grecki, arabski i wiele innych, późniejszych. Wydrukowałam dziewczynom plansze pokazujące kanciaste fenickie odpowiedniki naszego alfabetu. Większość znaków składa się z lini prostych, więc mogły je z łatwością odwzorować używając patyczków kreatywnych.

alfabet fenicki

Język arabski

O nie, wcale nie wpadłam na pomysł, żeby uczyć dziewczyny języka arabskiego. To dalece wykracza poza moje kompetencje. Opowiedziałam tylko dziewczynom, a głównie Misi, o tym, że to w tym języku kierunek pisma jest odwrotny niż u nas i pokazałam jej jak wygląda zabawne falbankowe pismo arabskie. Próbowała też trochę arabskiej kaligrafii, żeby stwierdzić, czy to trudne i stwierdziła, że jednak tak. Każda litera ma kilka wariantów w zależności od tego, czy występuje na początku, w środku, na końcu wyrazu czy osobno. Wydrukowałam jej więc pewną sentencję po arabsku i zaproponowałam zabawę. Misia pokrywała litery grubą warstwą kleju (najlepiej nadaje się klej typu wikol albo magic) a następnie posypywała je obficie solą. Ja w tym czasie przygotowałam kolorową wodę zalewając kawałki bibuły wrzątkiem (do uzyskania dużej intensywności kolorów potrzeba sporo bibuły i niewielką ilość wody). Po wykonaniu napisu nadmiar soli strzepnęłyśmy i zostawiłyśmy do wyschnięcia (potrzeba około 10-15 minut). Potem Misia nabierała duże krople zabarwionej wody na pędzle (można użyć małych kroplomierzy), dotykała nimi soli i obserwowała jak barwnik wędruje wzdłuż linii napisu. To było tak fascynujące, że koniecznie musiała wykonać jeszcze cała serie rysunków tą techniką.

pismo arabskie i kolorowa sól

Rozbawiło mnie, że o ile pokrywając tekst klejem i solą Misia zachowywała kierunek stosowny dla pisma arabskiego o tyle barwiąc napis automatycznie przestawiła się na „nasz” kierunek.  w sumie to dobrze, bo do niedawna było jej wszystko jedno.

A potem przyszedł tata i zapytał:

– Misia? A Ty wiesz jak wyglądaja arabskie cyfry?
– No jeszcze nie.
– To ja ci napiszę
Misia zdumiona przygladała się jak tata pisał kolejno: 1, 2, 3…
– Tato, ale to sa nasze cyfry!
– No tak, ale nauczyliśmy się ich od arabskich matematyków.

To oczywiście trochę taki żart. Owszem, zapożyczyliśmy znaki cyfr z pisma arabskiego, ale wyglądały one wtedy trochę inaczej. Obecnie cyfry arabskie stosowane powszechnie różnią się znacznie od cyfr arabskich, ale te „nasze” już na zawsze będą nazywać sie arabskie, choć w gruncie rzeczy powinny się nazywać indyjskie, bo to z Indii pochodziła idea zapisu dziesiętnego, której nauczyli się Arabowie (Muhammad ibn Musa al-Chuwarizmi) i rozpowszechnili dalej na zachód .

Rosyjskie matrioszki

W naszej podróży językowej po Azji nie mogłyśmy ominąć Rosji. Zaproponowałam dziewczynom wykonanie matrioszek. Wydrukowałam dla każdej z nich komplet trzech płaskich matrioszek w wersji czarno-białej i dziewczyny przystąpiły do kolorowania. Potem nakleiłyśmy wycięte matrioszki na blok techniczny, żeby je usztywnić. i dodać im piaski, które po zwinięciu stanowił podstawy. Dziewczyny przykleiły jeszcze różne dekoracje oraz podpisy w języku rosyjskim. Przy okazji przekonałam się, że Lusia rozumie takie pojęcia jak ‚mały’, ‚średni’ i ‚duży’ oraz ‚od najmniejszego do największego’ itp.

matrioszki

Pomogłam dziewczynom zrobić podstawy i już można się było bawić. Nie spodziewałam się, że będą mieć z tych laleczek tyle radości.

matrioszki matrioszki

Chińskie memo

Z Rosji udałyśmy się prosto do Chin. Tym razem postanowiłam pobawić się z dziewczynami nieco inaczej. Wydrukowałam dwa zestawy chińskich znaków określających cyfry i nakleiłam na drewniane krążki, które kupiłam w markecie budowlanym na dziele stolarskim. Każdy znak razy dwa. To świetny zestaw do różnych zabaw. Po pierwsze odtwarzanie sekwencji znaków. Lusia pracowała przyglądając się ułożonej przez mnie sekwencji i układając identyczną. Misia zapamiętywała sekwencje i po odkręceniu krążków starała się ją odtworzyć.

chińskie znaki, odtwarzanie sekwencji chińskie znaki, ćwiczenie pamięci

Takiego zestawu można tez użyć po prostu do zabawy w memo. chińskie znaki, memo chińskie znaki, memo

Misia stwierdziła, że chińskie znaki wcale nie są takie trudne i pobawiła się w kaligrafię. Prawdę mówiąc, żeby jej nie zniechęcać specjalnie wybrałam niezbyt skomplikowane znaki.

kaligrafia chińska

Przy okazji wizyty w Chinach zaproponowałam dziewczynom zrobienie zabawki, smoka ziejącego ogniem. Wystarczy rolka po papierze toaletowym zielony papier, bibuła i klej. My wykorzystałyśmy jeszcze ruchome oczy. Rolki papieru (bo u nas to wszystko razy dwa przy takich zabawach musi być) zostały oklejone kolorowym papierem. Wykorzystałyśmy do tego lekko rozwodniony wikol. Następnie na jednym końcu każdej rolki do wewnętrznej powierzchni  poprzyklejałyśmy żółte i czerwone paski bibuły. Po przeciwnej stronie umieściłyśmy oczy. Teraz wystarczy tylko porządnie dmuchnąć w rolkę od strony oczu, żeby smok zaczął ziać ogniem.

Japonia, kraj kwitnącej wiśni

Szukając materiałów na temat języka japońskiego dowiedziałam się, że poza znakami zapożyczonymi z języka chińskiego (kanji), Japończycy używają jeszcze dwóch alfabetów fonetycznych: hirahana i katagana. Chwilę zastanawiałam się co w związku z tym mogę zaproponować dziewczynom i wtedy znalazłam stronę z imionami zapisanymi po japońsku za pomocą alfabetu katagana i już wiedziałam, że pobawimy się w japońską kaligrafię. Wydrukowałam imiona dziewczyn i swoje (niestety na tej stronie dostępne tylko wersje angielskie, ale nie za bardzo się tym przejęłam) i bawiłyśmy się w przepisywanie ich za pomoca pędzelków i czarnej farby. Lusi w dużej mierze pomagałam, bo to nie ten poziom motoryki i analizy obrazu, a tez bardzo chciała.

kaligrafia po japońsku kaligrafia po japońsku Potem była jeszcze zabawa nawiązująca do tego, że nieformalnie Japonia nazywana jest Krajem Kwitnącej Wiśni. Dziewczyny czarną farbą namalowały na kartonie gałązki wiśni. Potem używając plastikowych butelek odbijały różowe kwiatki a palcami dodawały im czerwone środki. kwiaty wiśni kwiaty wiśni

Indie i 23 języki urzędowe

Przy okazji wizyty w Indiach opowiedziałam Misi o mnogości języków i alfabetów jakie tam sa w użyciu (sama się zdziwiłam douczywszy się jak to tam jest). Ne pokusiłyśmy się jednak o pisanie w żadnym z tych języków. Misia powoli miała już dość.Jej Indie a szczególnie tamtejsze stroje i biżuteria, podobają się od dawna. Swego czasu namiętnie przyklejała sobie bindi i tym razem koniecznie chciała żeby znów jej zamówić komplet.

Mnie za to bardzo podobają się rangoli Pokazałam Misi kilka przykładów rangoli a potem opowiedziałam jeszcze o buddyjskich mnichach i o tym jak usypują mandale z kolorowego piasku. Misia patrzyła jak urzeczona. Potem wydrukowałam jej kilka schematów rangoli wyciągnęłyśmy zestaw kolorowych brokatów i Misia zajęła się w skupieniu tworzeniem. Ponieważ nie ma tak swobodnego podejścia do swoich dzieł jak buddyjscy mnisi więc wybrałyśmy metodę bardziej trwałą. Fragmenty papieru na który miała sypać brokat smarowała rozwodnionym wikolem, by się przykleił.

rangoli

Inne języki

Kiedy się tak bawiłyśmy językami, a właściwie to pismem, Misi przypomniało się, że przecież jest jeszcze takie specjalne pismo dla niewidomych. Spotkała się z językiem Brayla w wielu miejscach i pytała o te dziwne kropki, na przyciskach windy, na pudełkach leków. Była zafascynowana faktem, że ktoś wymyślił sposób na to by i niewidomi mogli czytać. Teraz jej się to przypomniało, ale juz nie mieliśmy czasu pobawić się tym językiem. Może kiedyś weźmiemy jakieś pudełka po lekach i spróbujemy odszyfrować napis?

Przypomniało jej się też, że i ona i Lusia zanim nauczyły się dobrze mówić używały języka migowego. Pamiętała również że wspomniałam jej o piśmie obrazkowym Indian Ameryki Północnej, o zapisie węzełkowym Inków i malowanych opowieściach Aborygenów (nauka nie idzie w las). Nie omieszkałam też wspomnieć dziewczynom o alfabetach Morse’a i flagowym (morski kod semaforowy), oraz o kodzie flagowym MKS.

kod semaforowy

morskie flagi sygnałowe

Lapbook

Na zakończenie naszych zmagań z językami azjatyckimi (i nie tylko) powstał prosty lapbook. Wydrukowałam mapę konturową Azji z zaznaczonymi współczesnymi granicami państw. Mapę wkleiłyśmy do wnętrza teczki. Dziewczyny zaznaczyły kraje które odwiedziliśmy w naszej podróży po Azji. W otaczających mapę mini-książeczkach znalazły się próbki pisma i elementy charakterystyczne dla tych krajów, czy obszarów geograficznych. W osobnej mini-książeczce znalazły się próbki innych języków o jakich rozmawiałyśmy.

Języki Azji, lapbook

*    *    *

Wpis powstał w ramach projektu „Dziecko na warsztat II edycja”

logoDnW-2edycja2

Zapraszam do odwiedzania innych blogów uczestniczących w projekcie.

6 myśli nt. „Wieża Babel, czyli rzecz o językach Azji – Dziecko na Warsztat

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *