W góry – na Stożek

Nic tego dnia nie było tak jak zaplanowaliśmy. A zaplanowaliśmy wycieczkę w góry. Zaraz po przyjeździe do babci, bez ociągania, póki jest pogoda. Wejście na Stożek z Wisły Głębce wydawało nam się doskonałym pomysłem. 

Zorientowaliśmy się, że Lusia może zdobywać Górską Odznakę Turystyczną „W góry” a Misia już może zdobywać Popularną. Nie byliśmy na to przygotowani ale mieliśmy nadzieję że w schronisku da się kupić książeczki. Na wszelki wypadek mieliśmy też notesy do zbierania pieczątek. Ze schroniska na Stożku chcieliśmy pójść przez Cieślar i Soszów Wielki by w końcu zejść do Wisły. Trasa, którą wybraliśmy związana była też z pewną atrakcją którą chcieliśmy zafundować dziewczynkom. Przejazd koleją do stacji Wisła Głębce co wiązało się z pokonaniem dwóch bardzo malowniczych wiaduktów.

Trasa wycieczki

Zapakowaliśmy więc picie, prowiant, ubrania przeciwdeszczowe, ciepłe bluzy, kaganiec dla psa, trochę czekolady niezbędnej do pokonywania kryzysów, mapę i poszliśmy na stacje PKP. Wpierw okazało się że nie możemy się dogadać z biletomatem. Kiedy po dwudziestu minutach walki udało nam się go okiełznać, zorientowaliśmy się, że nie da się kupić biletu dla psa. Zapytałam więc o ten bilet obsługę stacji i dowiedziałam się, że bilet muszę kupić u kierownika pociągu, a w dodatku będziemy mieli przesiadkę z powodu remontu wiaduktów. No cóż, jedna z głównych atrakcji przepadła. W dodatku w autobusie, który miał nas przewieźć na stację końcową, Ciastek, nasz pies bardzo się denerwował. Kiedy zorientował się, że kilka siedzeń dalej jedzie inny pies urządził niezła awanturę.

Na samej stacji Wisła Głębce miała być jeszcze jedna atrakcja. Tata wielokrotnie opowiadał dziewczynkom jak przeszedł przez cała długość peronu po świeżym betonie zostawiając w nim na wiele lat ślady swoich dziecięcych bucików. Liczyliśmy na to, że ta odległa stacja nie była od tamtej pory remontowana i że uda nam się znaleźć ślady tamtego wydarzenia. Niestety okazało się, że na peronach położono warstwę asfaltu.

Wisła Głębce

Nie pozostało nam nic innego jak wyruszyć na szlak. Poświęciliśmy chwilę na przypomnienie dzieciom jak wygląda oznaczenie szlaków turystycznych i jak z niego korzystać.

Górskie drogowskazy

Po raz kolejny pokazaliśmy na mapie trasę wycieczki zwracając uwagę na to jak będzie przebiegać jej pierwszy etap i ruszyliśmy.

na Stożek

Po drodze posilaliśmy się dojrzewającymi własnie jeżynami.

jerzyny

W reszcie, po kilku postojach i czasie znacznie przewyższającym nominalny czas pokonywania tej trasy, dotarliśmy do schroniska na Stożku. Dziewczyny były bardzo zmęczone. Zjedliśmy więc obiad i lody i daliśmy nogom naprawdę porządnie odpocząć. Rzeczywiście dało się tam kupić książeczki GOT więc dziewczyny zdobyły pieczątki na konto swoich odznak.

Schronisko na Stożku

Dalej było już znacznie łatwiej, do pokonania niewielkie już wzniesienia. Po drodze mieliśmy możliwość podziwiać wspaniałe widoki i beskidzkie panoramy, chociaż pogoda była niepewna a widoczność momentami słaba.

Stożek

Góry

Na Cieślar dotarliśmy dość szybko. Zapowiadał się fajny piknik, bo wierzchołek nie jest porośnięty lasem i pięknie było widać różne pasma górskie.

Cieślar

Niestety dopadły nas mrówki. Nie, nie usiedliśmy na mrowisku. Mrówki się wyroiły i cała chmara uskrzydlonych i zdenerwowanych owadów latała wkoło nas. Zebraliśmy się więc szybko i ruszyliśmy dalej. Na Soszowie kolejny odpoczynek i kolejna awantura z powodu psa, który podszedł za blisko. Ach ten Ciastek.

Tu już wiedzieliśmy, że to jednak dla dziewczyn była za długa trasa. Niestety przybyliśmy za późno by skorzystać z wyciągu i skrócić sobie drogę na dół. Cóż było robić, odpoczęliśmy i pomału ruszyliśmy w kierunku Wisły.

Schronisko na Soszowie

Podczas całej wycieczki dziewczyny, swoim zwyczajem, podziwiały nie tylko piękne beskidzkie pejzaże ale również górski mikrokosmos. Szczególne zainteresowanie wzbudziły rozmaite skały.

skała

skała

skałaZbierając jeżyny znaleźliśmy bardzo ciekawe domki pająków.

mieszkanie pająkaW lesie walały się zadrukowane przez korniki kawałki kory sosnowej.

kornik

Spotkaliśmy także także mnóstwo roślin, które nie występują w naszej okolicy.

roślinkiBardzo niepozorny dziewięćsił…

Dziewięćsił…bardzo inwazyjny niecierpek himalajski…

Niecierpek himalajski…jakąś wierzbówkę lub wierzbownicę (nie jestem biegła w ich rozróżnianiu)…

Wierzbówka…oraz mnóstwo świetlika na łące.

Świetlik

Do pierwszego przystanku autobusowego, na którym mieliśmy jeszcze szansę złapać autobus, dotarliśmy grubo po zmroku. Na szczęście zawiózł nas prawie pod sam dom. Bogatsi o to doświadczenie postanowiliśmy troszkę ostrożniej planować kolejne wycieczki.

Kilka dni później kupiliśmy nowy regulamin GOT z punktacją tras. Po przeliczeniu stwierdziliśmy, że nasza trasa miała 23pt, zdecydowanie za dużo jak na początek.

Jedna myśl nt. „W góry – na Stożek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *