Słodkie, matematyczne pożegnanie lata

Wprawdzie do końca kalendarzowego lata jeszcze trochę zostało, ale przyroda ma na ten temat nieco inne zdanie.  Pogoda się psuje, pora powoli żegnać się z koszulkami na krótki rękaw, sandałami i lodami. Dziewczyny nie jedzą ich wprawdzie zbyt często (z powodu uczulenia Miśki i mojego niskiego mniemania na temat jakości tego typu wyrobów), ale wakacje u babci rządzą się, jak wiadomo, swoimi prawami.

Właśnie motyw lodów postanowiłam wykorzystać w naszych ćwiczeniach matematycznych. Ponieważ Miśka ciągle przejawia niewielkie zainteresowanie liczbami i zapamiętanie cyfr ciężko jej idzie, więc ciągle jesteśmy na tym etapie. Korzystając z tego, że dziewczynki spokojnie i zgodnie się bawiły, szybko wycięłam z kartonu 12 kształtów przypominających rożki do lodów  (12, bo się pomyliłam i 2 musiałam zrobić ponownie a nieudane przeznaczyłam dla Luśki, której na razie jest wszystko jedno) i 60 kolorowych „lodowych gałek” (minimum dla jednego dziecka to 55, ale ze względu na Luśkę potrzebowałam więcej a poza tym gdyby było ich dokładnie tyle ile potrzeba ostatni etap zadania byłby trywialny). Na „rożkach” wypisałam kolejne liczby od 1 do 10 i pod każdą narysowałam odpowiednią ilość kropek.

Najpierw wręczyłam dziewczynom ich „rożki” i Miśka, jako pierwsze zadanie miała ułożenie rożków w kolejności od najmniejszej do największej liczby. Nie miała z tym większych kłopotów. Jedynie przy cyfrach 6 i 7 musiała się posiłkować liczeniem kropek. To dla mnie sygnał, że w dalszym ciągu trzeba ćwiczyć. Kusi mnie jednak, by zacząć próbować dodawania w zakresie do 5.

kolejność kiczb kolejność liczb

Po ułożeniu wszystkich „rożków” w kolejności Miśka miała za zadanie na każdym z nich ułożyć odpowiednią tj. zgodną z liczbą na rożku ilość „gałek”. Było trochę śmiechu i zabawy bo różnym kolorom „gałek” Miśka wymyślała smaki, a Luśka dopominała się o gałki określonych smaków do swoich lodów.

wartość liczb lody

Problemy zaczęły się pojawiać przy siódmym lub ósmym rożku. „Gałki” wycięłam z miękkiego, nieco śliskiego papieru kolorowego i równe układanie ich w stosiki nad rożkiem zaczęło Miśce sprawiać coraz więcej kłopotów. Stosiki się zsuwały i psuły. Może to wina papieru, może zmęczenia a może kłopoty z koncentracją. W dodatku Luśka zaczęła już przejawiać zniecierpliwienie i demolować swoje „lody”, pora drzemki zbliżała się nieubłaganie. Zniecierpliwienie Luśki nakręcało Miśkę i przy dziesiątym rożku nastąpił kryzys.

Ciężko mi było namówić Miśkę na przerwę. Złościła się, nie mogła sobie poradzić ani z liczeniem ani z układaniem w rządku a jednocześnie nie była w stanie przerwać zadania. W końcu zaniosłam płaczącą Luśkę do drugiego pokoju, wróciłam żeby uspokoić płaczącą (poczucie porażki?) Miskę i po uspokojeniu oddelegowałam ją do kuchni z prośbą, żeby odpoczęła i coś dla mnie narysowała. Po uśpieniu Luski wróciłyśmy z Miśką do zadania i okazało się, że przerwa była zbawienna, bo poradziła sobie z nim bez problemu choć widać było, że jest nieco zdekoncentrowana.

Zastanawiam się czy ten kryzys nie był przypadkiem spowodowany dużym napięciem emocjonalnym jakie towarzyszy Miśce przy wykonywaniu tego typu zadań. Widać ciągle dużo mamy do przepracowania w tej dziedzinie. Poza tym muszę jednak wymyślać zadania, które będą nieco krótsze, bo Miśka nie potrafi sama z siebie trochę sobie odpuścić i przerwać pracy.

Przy okazji zauważyłam, że znalazła ciekawy sposób na układanie odpowiedniej ilości liczmanów przy większych liczbach. Układa najpierw tyle ile jej się wydaje, że powinno być (na ogół za mało) potem liczy i dolicza w powietrzu do potrzebnej ilości. Zapamiętuje ile elementów liczyła w powietrzu i dokłada odpowiednią ilość.

wartość liczb

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *