Sezon na eksperymenty – Dziecko na Warsztat

Skończył się listopad, nadeszła więc pora podsumować kolejny warsztat z cyklu „Dziecko na Warsztat”. Wym razem eksperymentowaliśmy. Pomysłów było co niemiara. Części nie zdążyliśmy zrealizować, niektóre nam nie wyszły, ale i tak świetnie się bawiliśmy.

Mieszamy

Nasze eksperymentowanie zaczęło się od książki „Gucio i Cezar”. W jednej ze scen bohaterowie miotłami zmiatają tłusta plamę z powierzchni oceanu. Misia zaczęła się śmiać, że to przecież niemożliwe, bo tłusta plama wymieszałaby się z woda i nie dałoby się jej tak zmieść. Książkę czytaliśmy przed snem, więc zaproponowałam dziewczynom, że następnego dnia sprawdzimy jak to jest.

Zgodnie z obietnicą dałam dziewczynom szklanki z wodą, nalałyśmy do wody oleju a następnie dziewczyny zaczęły z zapałem mieszać. Szybko się zorientowały, że bez względu na to jak się starają woda nie chce mieszać się z olejem, który stale wypływa na powierzchnię. Gucio i Cezar mieli więc szansę zamieść tłustą plamę z powierzchni oceanu przy pomocy miotły.

woda i olej woda i olej

Skoro już miałyśmy w szklance wodę z olejem zaproponowałam dziewczynom kolejny eksperyment. Delikatnie wpuszczały do szklanek krople barwnika spożywczego. woda i olejKolorowe krople zatrzymywały się na granicy oleju i wody niczym barwne perełki. Ani myślały opadać dalej.

barwne perełki Wystarczyło jednak odrobinę posolić zawartość szklanki, żeby zobaczyć jak barwnik samoistnie zaczyna mieszać się z wodą. kolorowy deszcz To była świetna okazja, żeby porozmawiać o mieszaniu się różnych substancji ze sobą,  ponieważ dziewczyny eksperyment z barwnikami chciały powtarzać kilka razy a ja musiałam kilka razy napełniać szklanki wodą i olejem, gdyż nie da się oddzielić barwnika, który wymieszał się z wodą. To było dla dziewczyn jasne. Czy jednak zawsze się tak dzieje?

Zaproponowałam dziewczynom inną próbę. Dostały wodę w szklankach a następnie Lusia wsypała do swojej szklanki dwie łyżeczki soli a Misia dwie łyżeczki mąki. Była przekonana, że da się to wymieszać i mąka połączy się z wodą. Wydawało się jej, że tak właśnie się dzieje kiedy robi się ciasto na naleśniki. Już podczas mieszania widziała, że coś jest nie tak. Potem ze zdumieniem stwierdziła że mąka opada na dno szklanki, podczas gdy sól „zniknęła”. I tak oto zobaczyła różnicę między mieszanina a roztworem. mieszaniny i roztwory

 

Gramy w kolory

Zabawa z barwnikami spożywczymi bardzo się dziewczynom podobała. Zaproponowałam im więc jeszcze jedną porcję kolorowych eksperymentów. Na początek znana już zabawa z mlekiem. Wystarczy nalać do głębokiego talerza mleko (im bardziej tłuste tym lepiej) a następnie delikatnie wkropić w kilku miejscach barwniki. Potem tylko jedna lub dwie krople płynu do mycia naczyń i zaczyna się kolorowy balet. Można też użyć pałeczek kosmetycznych nawilżanych detergentemkolorowe mleko Ostatnim kolorowym eksperymentem była zabawa w wędrujące kolory. Wystarczy sześć szklanek i trzy podstawowe kolory. Trochę gazy albo papierowych ręczników kuchennych, które należy umieścić tak by połączyły szklanki. Co drugą szklankę napełnia się zabarwioną wodą a potem już tylko obserwuje co się będzie działo. kolory Po pewnym czasie woda przepłynie do pustych szklanek i proces ten będzie trwał póki poziomy we wszystkich naczyniach nie wyrównają się. Przy okazji można zaobserwować się jakie barwy powstają po zmieszaniu się kolorów podstawowych.  kolory

 

Woda jest fascynująca

Barwnikami dziewczyny mogłyby się bawić w nieskończoność, ale chciałam im pokazać, że czysta woda też jest bardzo ciekawa.  Pokazałam mim między innymi jak można ze zwykłych słomek do napojów zrobić pipetę i użyć do przenoszenia wody między naczyniami.

pipeta

Potem, używając kroplomierza, który jest bardziej precyzyjny niż takie pipety sprawdzałyśmy ile kropel wody mieści się na monecie… menisk…oraz ile monet można wrzucić do kubka pełnego wody nie rozlewając jej. Okazało się, że całkiem dużo
menisk Bawiąc się słomkowymi pipetami dziewczyny zauważyły, że część słomki znajdująca się pod powierzchnią wygląda inaczej niż część pozostająca nad nią. W dodatku zależy to od tego czy słomka jest blisko ścianki słoika czy jest od niej odsunięta.

powiększenie

Pokazałam im więc pewne ciekawe zjawisko optyczne, które pokazuje jak bardzo takie naczynie zniekształca obraz. Przygotowałam planszę z dwiema strzałkami zwróconymi w tym samym kierunku oraz szklankę z wodą. Poziom wody znajdował się na wysokości znajdującej się pomiędzy strzałkami. Wystarczy wsunąć planszę za szklankę, żeby zobaczyć jak jedna ze strzałek zmienia kierunek.

kierunek strzałki

Lusi strasznie się ta :sztuczka: spodobała i od tej pory zaczęła poszukiwać zjawisk optycznych wszędzie.

Chciałam jeszcze przez chwilę bawić się z dziewczynami wykorzystując właściwości optyczne wody i zaproponowałam im, że zrobimy sobie wodne lupy. Dziewczyny wycięły małe lupy z kartonu, ja pomogłam im nakleić na nie folię. Następnie za pomocą kroplomierzy umieściłyśmy na folii trochę wody i już można było użyć lupy do powiększania tekstu w książce. Mało poręczne to narzędzie ale bardzo zabawne.

wodna lupa wodna lupa

Zdradziłam dziewczynom, że za pomocą wody da się wystrzelić niewielką rakietę. Taką rakietę można bez trudu zrobić z butelki plastikowej i kawałków kartonu, więc nie musiałam dziewczyn szczególnie zachęcać do pracy. Ozdabiały wycięte z tektury stateczniki a ja przytwierdzałam je do butelki za pomocą kleju do klejenia na gorąco. Po przytwierdzaniu czubka rakieta prezentowała się wspaniale.

rakieta hudrodynamiczna  Wystarczyło tylko napełnić ją wodą, zatkać korkiem (takim prawdziwym, korkowym), ustawić i za pomocą igły do pompowania piłek napompować. Gdy ciśnienie wewnątrz butelki przekroczy pewną wartość woda wypchnie korek a następnie jej strumień wyniesie rakietę prosto w niebo. Zarówno za mała jak i za duża ilość wody w butelce skutkuje dość niskim lotem rakiety. Nam udało się wynieść nasza na wysokość około 20 metrów.

Pierwszy lot okazała się niestety dość pechowy bo rakieta wylądowała na dachu sąsiadów. Na szczęście porywisty wiatr zrzucił ją po kilku godzinach i po dokonaniu kilku napraw mogliśmy powtórzyć próby. Starty odbywały się póki rakieta nie uległa całkowitemu zniszczeniu. Udało mi się nawet nakręcić krótki filmik.

 

Co pływa? Co tonie?

Zabawy woda nigdy dość. Przygotowałyśmy więc z dziewczynami garść drobnych przedmiotów, które zostały umieszczone w pojemniku na kostki lodu, zalane wodą i zamrożone. Kiedy kostki były już gotowe zabrałyśmy się za eksperymentowanie. Najpierw dziewczyny wrzuciły do pojemnika z wodą zwykłą kostkę lodu. Nie było niespodzianki, wiedziały, że będzie pływać. Potem wrzucały kolejno kostki lodu z różną zawartością i obserwowały co się dzieje. Niektóre kostki pływały po powierzchni inne opadały na dno wolniej lub szybciej a były tez takie, które przez jakiś czas utrzymywały się pod powierzchnia ale na dno nie opadały. Wraz z upływem czasu, kiedy kostki lodu topniały również i unoszące się na powierzchni przedmioty opadały. Misia szybko pojęła, że otaczający przedmioty lód działa jak koło ratunkowe utrzymując je na powierzchni i że niektóre przedmioty są zbyt ciężkie by mogła je utrzymać taka mała kostka.

kostki lodu

Dziewczyny zauważyły też, że kostki lodu, które szybko opadły na dno pod wpływem ciężaru rozpuszczają się wolniej niż te na powierzchni. Dotykając boków pojemnika stwierdziły, że na dnie jest tak dużo lodu, że jest tam zimniej i lód rozpuszcza się wolniej.

Potem zaczęłyśmy sprawdzać co może pływać a co tonąć. Bawiąc się folią aluminiową dziewczyny stwierdziły, że może ona pływać albo tonąć w zależności od tego jak się ją włoży do wody.

aluminium aluminiumMożna też nadać jej kształt łódeczki i wtedy uniesie nawet niewielką laleczkę.
łódeczkaŁódeczka pływa dopóki nie naleje się do niej wody.
łódeczka Przy odrobinie wprawy można na powierzchni wody położyć szpilki tak by nie zatonęły.szpilki

 

Troszkę chemii

W ramach warsztatów eksperymentalnych chcieliśmy zrobić tak zwanego gluta. Przepis wydawał się prosty, klej, woda i borax. Za pierwszym razem glut wyszedł nam zbyt lejący, ale nie przeszkodziło to dziewczynom, żeby się nim świetnie bawić.

Za drugim rzazem, postanowiłyśmy użyć innego kleju i była kompletna katastrofa. Glut się rozpuścił zanim na dobre powstał. Nie poddajemy się jednak w dalszym ciągu szukamy odpowiedniego kleju.

glut

Te drobne niepowodzenia nie zraziły nas wcale. Postanowiłyśmy pobawić się troszkę atramentem sympatycznym. Wykorzystałam zestaw udostępniony mi przez szkołę do której zapisana jest Misia. Były tam próbki różnych substancji, które pełniły rolę atramentu „wywoływacz” oraz szczegółowa instrukcja. Dziewczynki z ogromnym zainteresowaniem oglądały próbówki, przygotowywały atrament. Pisanie a właściwie rysowanie bezbarwną cieczą nastręczało nieco kłopotów, ale za to jak przyjemnie było odkrywać obrazki.

`odczynniki atrament sympatyczny wywoływacz rysunek

W trakcie kiedy bawiłyśmy się tworzeniem i ujawnianiem tajnych rysunków w postawionych na uboczu pojemnikach zachodziły reakcje, których efekty mogłyśmy zobaczyć po kilku godzinach. Udało nam się wyhodować wspaniałe boraksowe kryształy. Niektóre z nich urosły naprawdę duże. Widać było doskonale regularne kształty struktury krystalicznej.

kryształ kryształ

Rozpuszczaliśmy też skorupkę jaja za pomocą octu. Dziewczyny zafascynowane oglądały jajko. Było w dotyku przyjemnie sprężyste a przez cienką błonę widać było żółtko. Po rozerwaniu błony zauważyłyśmy, że wewnątrz jaja zgromadził się ocet. Z resztą widać było że po rozpuszczeniu skorupki jajo jest większe niż na początku.

jajo w occie

jajko bez skorupki

Maszyny proste

Na koniec postanowiłam pobawić się z dziewczynami prostymi maszynami. Chciałam, żeby mogły zobaczyć jak działają niektóre urządzenia ale przede wszystkim, żeby spróbowały same dojść do tego co się właściwie w tych mechanizmach dzieje.

Z kartonów po mleku zbudowałam prosty model studni oraz zabawkę w której ruch obrotowy zamieniany jest na posuwisty. Dziewczyny pomogły mi składać zabawki po czym zaczęły wprawiać je w ruch i obserwować ich pracę. Studnia kryła prostą zagadkę. Dwa wiaderka zawieszone były na jednakowej długości sznurkach. Jednak w miarę jak bęben się obracał jedno z nich szybciej   wędrowało do góry niż drugie.

studnia

Misia szynko odkryła, że sekret tkwi w grubości walca na który nawijają się sznurki. Stwierdziła, że gruby walec zabiera więcej sznurka i dlatego zielone wiaderko szybciej wyjeżdża do góry.

Wprawiając w ruch drugą zabawkę można było zaobserwować jak podskakują zabawne kukiełki zbudowane ze słomek do napojów i polarowych pomponów z doklejonymi oczyma.

teatrzyk

Po dłuższej chwili odkryła co wprawia w ruch kukiełki i dlaczego środkowa stoi jak wmurowana. Rurki do napojów popychane były przez mimośrody z korków nabite na oś tj. na patyk do szaszłyków.  Środkowe kółko nabite było centralnie więc nie wywoływało ruchu kukiełki, która się o nie opierała. mimośród

Mnóstwo pomysłów nie doczekało się w tym miesiącu realizacji. Na pewno kiedyś jeszcze wrócimy do nich bo Misia i Lusia uwielbiają eksperymentować.

*  *  *

Zapraszam do odwiedzin u innych uczestników projektu Dziecko na Warsztat, u nich też wiele się działo:





Dziecko na warsztat

11 myśli nt. „Sezon na eksperymenty – Dziecko na Warsztat

  1. Dziękuje wszystkim za komentarze i miłe słowa. W grudniu wiadomo, przygotowanie do świąt, ale moje dziewczyny nie odpuszczają i domagają się kolejnych eksperymentów. Trzeba będzie to jakoś pogodzić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *