Rowerem do miasta

Długi weekend, ładna pogoda, żal by było przeleżeć ten czas na kanapie, czy choćby pod gruszą. Nasza Turystyczna Rodzinka ruszyła na kolejną wyprawę. Tym razem rowerową. 

Planując tę wycieczkę zastanawialiśmy się czy Lusia powinna pojechać na własnym rowerze czy na doczepce. Trasa miała długość około 27 km i z zasady miało być wiele przystanków i postojów. Lusia dałaby radę, bo przejeżdża nawet 10 km bez przerwy. Jednak część trasy wiodła wąską, krętą i niestety dość ruchliwą drogą. Zdecydowaliśmy się więc na doczepkę, dla jej bezpieczeństwa i naszego spokoju. Tak wygląda nasz pojazd zwany dryndą, po zamontowaniu doczepki do roweru taty.

doczepka Kiedy prowiant był przygotowany i rozlokowany po plecakach, bidony napełnione, paski od kasków wyregulowane, stan kół rowerowych skontrolowany, można było wyruszyć w drogę. Ponieważ przejeżdżaliśmy nieopodal mostku na Mieni, który odkryliśmy w zeszłym roku, dziewczyny nalegały, żeby zboczyć w tym kierunku.mostekPod wpływem tego urokliwego miejsca postanowiliśmy zmodyfikować trasę wycieczki i nie wracać na główną drogę tylko przejechać lasem, wzdłuż Mieni aż do brodu. Jechaliśmy na azymut, ale się udało. Po kilku kilometrach odnaleźliśmy bród. Ku uciesze dziewczyn po chwili pojawił się samochód. Kierowcy przejeżdżają tędy gdyż inaczej musieliby nadrabiać wiele kilometrów przeprawiając się mostami.   bród bródTuż obok brodu oczywiście jest most. Stara i niestety zaniedbana przeprawa służy obecnie tylko rowerzystom i pieszym, ruchu samochodowego mogłaby nie wytrzymać.
most

Poniżej mostu łacha złocistego piasku rzecznego zapraszała do zabawy. Kolejne magiczne miejsce. Umówiliśmy się z dziewczynami, że pewnego upalnego dnia przyjedziemy tu na piknik i zabierzemy ze sobą sprzęt do budowania konstrukcji ziemno-wodnych. Mienia

Grzebiąc patykami w piasku dziewczyny odkryły, że mieszkają w nim pijawki. Wrzucały je ostrożnie do wody. Pijawki udawały martwe, ale po chwili ożywiały się i odpływały.pijawka Innym ciekawym znaleziskiem była muszla. Jakże inna od popularnych u nas w ogrodzie wstężyków i winniczków. Prawdopodobnie należała do zatoczka rogowego.muszla Wreszcie po przebyciu kolejnego odcinka trasy, już szosą, dotarliśmy do najstarszej sosny w Polsce. Jej wiek szacuje się na 360 lat. sosnaPóźniej pojechaliśmy troszkę przez miasto. Minęliśmy Muzeum 7-go pułku ułanów, które niestety było tego dnia nieczynne i zatrzymaliśmy się przy technikum zwanym potocznie „Mechanikiem”. Zachwyt dziewczyn wzbudziła min. wspaniała maszyna parowa ustawiona przy głównym wejściu. maszyna parowa maszyna parowa

Tuż obok był pomnik poświęcony Powstańcom Warszawskim, którzy patronują tej szkole. pomnik W drodze powrotnej zatrzymywaliśmy się już rzadziej, robiło się już późno a pogoda była niepewna.  wiadukt

Do domu wróciliśmy po pokonaniu pętli o długości około 27 kilometrów. Najbardziej zmęczony był tata. Ciekawe dlaczego?

*   *   *

Wycieczka odbyła się w ramach konkursu Turystyczna Rodzinka 2017

Turystyczna Rodzinka 2017

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *