O posiłkach, marudzeniu i samodzielności

Zaczęło się jakiś czas temu tak jak to zwykle u nas się zaczyna. Młodsza, Luśka chciała tak jak siostra pić ze zwykłego kubka. W kąt bidony i niekapki. I cóż z tego, że za kołnierz się leje, niech żyje kubek. Chciałam sobie zaoszczędzić sprzątania i przebierania i nalewałam do tego kubka po trochu, tak z centymetr na dnie. Trop wydawał się dobry. Dziecko zachwycone i nawet nie za bardzo pozalewane. Przyszło lato i upały…

…i ten centymetr wody na dnie kubka nie na wiele starczał a bidony nadal były beee. Doszło do tego, że nim dobrze usiadłam nalawszy dziecięciu wody (kranówę z własnej studni pijemy) kubek był już pusty i trzeba było wstać po wodę ponownie. Oj nachodziłam się nachodziłam nim poszłam po rozum do głowy. A jak już napotkałam swój rozum zaraz się wybrałam do sklepu z artykułami gospodarstwa domowego i nabyłam dzbanek. Nie, nie dla mnie tylko taki mały poręczny dla małych niewprawnych łapek. I już się latanie skończyło, dziecko zachwycone, że nie dość iż z kubka pije to jeszcze sobie samo nalewa. Starsza się obsługiwała sama bo do kranu sięga, ale tez wolała dzbanek. A jak trzeba było do do dzbanka z kranu tez potrafiła nalać.

I już mi się wydawało, że nastąpiła znów posiłkowa sielanka, kiedy atak nastąpił z zupełnie niespodziewanej strony. Starszej włączył się ton marudząco jęczący:

– A tco to jest? A ja muszę to wszystko zjeść?
– A jak nie zjem wszystkiego? Mogę zjeść tyle ile chce?
– Za dużo mi nałożyłaś, ja tyle nie chciałam (a na dnie talerza ledwie dwie łyżki zupy)
– A nalałaś mi tyle samo co Lusce?

Zaciskałam zęby, żeby nie wybuchnąć i nie rozpętać awantury psując reszcie rodziny nastrój przed posiłkiem. Wdec wydech, wdech wydech i marsz w poszukiwaniu rozwiązania. Jest. No cóż zmywarka zniesie ze stoickim spokojem tych kilka naczyń więcej. Koniec z nakładaniem posiłków. Posiłek wjeżdża na stół w naczyniu zbiorczym i voila. Nakładaj sobie dziecko ile chcesz i co chcesz. I stał się cud. Nie dość, że okazało się iż dwie łyżki zupy to wcale ni za dużo to jeszcze wyszło na jaw, że można sobie tej zupy jeszcze ze dwa razy dolać.

Młodszej nakładałam przez jakiś czas. Nie, nie po to, żeby ją wyręczać czy kontrolować i nie dlatego, że za mała, ale ona lubi zimne, więc trzeba jej nałożyć wcześniej żeby wystygło. Ale i tu następuje po woli odwrót w stronę samodzielności. Dokładki bierze sobie już sama. Tylko chochelkę do zupy pójdę kupić mniejszą i bardziej poręczną. A jak się szarpnę na fajną wazę to już w ogóle będzie stylowo.

Wiem, wiem, Ameryki nie odkryłam. Może nawet niektórym mamom wydam się leniwa i wyrodna. Ja jednak lubię unikać niepotrzebnych problemów prostymi metodami, szczególnie jak płynie z nich jeszcze jakiś pożytek.

6 myśli nt. „O posiłkach, marudzeniu i samodzielności

  1. wg mnie tez super 🙂 Moj synek 22 mce tez sam nalewa wode z dzbanuszka, co prawda w ramach zabawy i zawsze pod moja kontrola, ale przeciez moge tak jak u Ciebie postawic juz mu dzbanuszek i niech sobie nalewa ta wode czy mleczko do kubeczka ile chce 🙂
    Joanno, a dla pelnego obrazu jeszcze tylko o zdjecie Waszej zastawy bym poprosila 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *