Co robia w święta po drugiej stronie globu? – Dziecko na Warsztat

Kolejny miesiąc z projektem „Dziecko na Warsztat” to wyprawa za ocean. do Ameryki Południowej. Poznając ten barwny kontynent mieliśmy poznać między innymi kultywowane tam tradycje związane ze świętami Bożego Narodzenia. 

Przygotowując się nieco do poznawania Ameryki Południowej wybraliśmy się wpierw w podróż śladami Krzysztofa Kolumba. Po wielokrotnym wertowaniu różnych map i atlasów co miało na celu zapoznania się z kontynentem Misia bezbłędnie rozpoznaje kształt Ameryki Południowej. Z dziką radością pokazuje też to co zapamiętała z przygody z Kolumbem, trasę jego pierwszej wyprawy.

Dla Miśki to było zaskakujące, że przed ta wyprawą Europejczycy nie znali niektórych roślin jadalnych i użytkowych oraz przypraw. Przygotowałam więc zestaw ilustracji, zrobiłam książeczkę i wybrałyśmy się na zakupy. Zadaniem było znalezienie w sklepie rzeczy, które pochodzą z Ameryki, a które obecnie można bez problemu kupić w zwykłym sklepie. Dziewczyny miały niezłą zabawę studiując książeczkę w drodze do sklepu a potem szukając wskazanych produktów. Po powrocie z zakupów wyciągnęłam karty (przygotowane z tych samych ilustracji) i jeszcze raz zrobiłyśmy przegląd tego co znaleźliśmy w sklepie.

co pochodzi z Ameryki?

 

Poniżej plik z kartami do pobrania. Przed zalaminowaniem dorysowałam różową ramkę, gdyż w kodzie montessoriańskim Ameryce Południowej przypisano różowy kolor

karty do pobrania - montessori

FREE printable

Domowa szopka

Pośród różnych zwyczajów bożonarodzeniowych typowych dla Ameryki Południowej naszą uwagę zwróciło zamiłowanie do szopek. My znamy szopki głównie z kościoła. Ustawianie szopki w domu nie jest w Polsce bardzo powszechne, przynajmniej w tej części w której mieszkamy. Tym czasem w Ameryce Południowej może w domu w Boże Narodzenie nie być choinki ale szopka być musi. Szczególnie Peruwiańczycy są przywiązani do tej tradycji, przy czym postaci w ich szopkach ubrane są w stroje peruwiańskie a świętej rodzinie towarzyszą między innymi lamy. W niektórych regionach nosi się do kościoła figurki w celu poświęcenia. W innych na mszę odpowiadającą naszej pasterce zanosi się tylko figurkę dzieciątka.

Postanowiłyśmy, że wobec tego i u nas w tym roku będzie szopka, a nawet dwie. Zamówiłam niewielką formę do przygotowania odlewu i zrobiliśmy dwa gipsowe odlewy.

gipsowa papka forma do odlewu

Przygotowanie odlewów zajęło nam kilka dni. Każdy musiał dobrze stwardnieć, a w dodatku nabywając formę nie zaopatrzyłam się w odpowiednią ilość gipsu nadającego się do takich prac. Okazało się niestety, że spośród dostępnych gipsów nie każdy się nadawał, więc odlewy nam nie wychodziły. Na szczęście w końcu udało się zrobić dwa. Kiedy już były gotowe dziewczyny zabrały się za malowanie ich.

malowanie gipsowej szopki malowanie gipsowej szopki gipsowe szopki

Świąteczne potrawy

Świąteczne menu mieszkańców Ameryki Południowej zmienia się w zależności od regionu, ale nigdzie nie przypomina tego co znamy z naszych wigilijnych stołów. Króluje pieczony indyk (ewentualnie kurczak), kukurydza, owoce i łakocie. Szukając potrawy której składniki zdobędę z łatwością a w dodatku będę mogła nią poczęstować moje uczulone na różne rzeczy córki natknęłam się na przepis na Pan de Jamon świąteczną potrawę z Wenezueli. Koniecznie musiałyśmy spróbować i miałyśmy przy tym mnóstwo zabawy. Zrezygnowałam jedynie z mleka zastępując je wodą, co ma tylko taki skutek, że ciasto bardziej się kruszy i szybciej czerstwieje

Najpierw konieczne było przygotowanie drożdżowego ciasta. Przesiewanie mąki, mieszanie i zagniatanie mogłoby nie mieć dla moich dziewczyn końca.

Kiedy ciasto wyrastało zabrałyśmy się za przygotowanie składników nadzienia. Lusia myła rodzynki bawiąc się przy okazji przelewaniem wody. Misia kroiła oliwki na plasterki a ja przygotowywałam plastry szynki i boczku.

Rozwałkowałyśmy ciasto, nafaszerowałyśmy i wstawiłyśmy do piekarnika. Po tej części warsztatu Lusia była cała do przebrania, od szyi po kolana uwalana mąką. A po upieczeniu wyszła nam taka pycha, że jeden z dwóch bochenków zniknął jeszcze tego samego dnia.

Pan de Jamon

Pinata

Świąteczna pinata wywodzi się wprawdzie z Meksyku, ale stała się już bardzo popularna na obu kontynentach amerykańskich. Idea tak mi się spodobała, ze nie wnikałam jak bardzo popularna jest w Ameryce Południowej i postanowiłam przygotować dziewczynom niespodziankę. Prawie przez tydzień wieczorami, w tajemnicy przed dziewczynkami przygotowywałam pinatę, metodą paper mache.

Po zapieczętowaniu i oklejeniu bibułą pinata prezentowała się tak:

świąteczna pinata

Zrobiłam ją z 4 warstw papieru ale użyte przeze mnie gazety były na tyle grube, że wystarczyłyby 3 warstwy. Nasza była dość trudna do rozbicia dla małych raczek i musiałam dziewczynom nieco pomóc by się zupełnie nie zniechęciły.Jednak zanim pinata się rozpadła była najpierw oglądana, obmacywana a potem bezlitośnie tłuczona kijem.

świąteczna pinata rozbijanie pinaty rozbijanie pinaty

O kontynencie w ogóle i w szczególe

Przy okazji naszej zabawy świątecznymi zwyczajami  rodem z Ameryki Południowej próbowałam przybliżyć dziewczynom ten kontynent również pod innymi względami. Przytaszczywszy z biblioteki stertę książek podróżniczych i odkurzywszy domowe atlasy oraz encyklopedie zagłębiałyśmy się od czasu do czasu w lekturze. Lektura tak naprawdę polegała głównie na oglądaniu zdjęć i moich objaśnieniach. I tak porozmawiałyśmy sobie o lasach deszczowych w ogóle oraz o Amazonii jako największym takim obszarze na Ziemi, o ich roli i o zagrożeniach. Bardzo pomocna okazała się wyszperana w bibliotece książka dla dzieci dotycząca właśnie lasów deszczowych a zawierająca wielowarstwowe makietki.

Dżungla - makieta Dżungla - makieta

Jednym z efektów naszych badań były motyle Morpho wykonane z kartonu za pomocą farb kleju i wydzieranych ręcznie kawałków niebieskiej krepiny:

morpho z kartonu i bibuły morpho z kartonu i bibuły

Troszkę dłużej zatrzymałam się też na Peru. Bardzo mnie fascynuje ten kraj między innymi z powodu swojej prekolumbijskiej historii. Imperium Inków, Machu Picchu, jezioro Titicaca, płaskowyż Nazca to cudowne skarby kultury tego regionu, które zawsze mnie intrygowały. No i te barwne kobiety w kapeluszach.Teraz miałam okazję opowiedzieć o nich dzieciom.

Przy tej okazji przyglądały się z bardzo bliska geoglifom z płaskowyżu Nazca ćwicząc małą motorykę. Za pomocą pinezek do tablicy korkowej dziurkowały kontury niektórych z nich. Przy małpie Miśka wymiękła gdy dotarła do ogona.

geoglify z płaskowyżu Nazca geoglify z płaskowyżu Nazca

Z klocków lego dziewczyny budowały piramidę na wzór tych budowanych przez Inków ku czuci boga słońca Inti.  Dziewczyny stworzyły nawet stosowne wizerunki na wzór inkaskich złotych dysków, choć Miśka nie była w stanie zrozumieć jak można myśleć, że słońce jest bogiem. Wykazała się przy tym własną inicjatywą i w centrum umieściła głowę Jaguara zapożyczając co nieco z  kultury Indian Yanomami.

Piramida boga Inti

Poza książkami posługiwałyśmy się też zestawem kart (do pobrania na boxie), które przedstawiały charakterystyczne dla Ameryki Południowej zwierzęta, rośliny i miejsca. Kart używałyśmy na różne sposoby. Na przykład w połączeniu z książką „Mapy” Mizielińskich w której Misia odszukiwała elementy znajdujące się w zestawie kart. karty i "Mapy" karty i "Mapy"Karty służyły nam tez do ćwiczenia dzielenia wyrazów na sylaby i wyodrębniania pierwszej z nich. Robiłyśmy też ćwiczenia z pamięci sekwencyjnej. Pokazywałam Miśce kolejno 3 a potem 4 karty a ona miała powiedzieć co było na pierwszej albo na ostatniej albo co było po wymienionej przeze mnie karcie, ewentualnie wymienić je w takiej kolejności w jakiej je pokazywałam. To jedne z wielu ćwiczeń przygotowujących do nauki czytania, które chciałabym wykonywać z nią bardziej systematycznie.

Wizyta w zoo

W ramach warsztatu wybrałyśmy się też do zoo, pogoda może nie najlepsza, ale co tam. Oglądałyśmy wszystko co się dało obejrzeć ale szczególną uwagę zwracałyśmy na zwierzęta pochodzące z Ameryki Południowej. Na szczęście wszystkie opisy opatrzone są mapką więc Miśce łatwo było je odnaleźć.tukan

Dziewczyny były zachwycone mogąc zobaczyć prawdziwą arę, lamę, jaguara czy anakondę. Misia przymierzyła się nawet do kondora chcąc sprawdzić jaki jest wielki.

ara kondor

Miałam jeszcze wiele innych pomysłów, których nie zdążyłam zrealizować z powodu świątecznej gorączki oraz tego, że ten warsztatowy miesiąc jest o tydzień krótszy. Kto wie, może jeszcze podrążymy temat poza warsztatem jeśli dziewczyny będą wykazywały taką ochotę.

*    *    *

Wpis powstał w ramach projektu „Dziecko na warsztat II edycja”

logoDnW-2edycja2

Zapraszam do odwiedzania innych blogów uczestniczących w projekcie.

9 myśli nt. „Co robia w święta po drugiej stronie globu? – Dziecko na Warsztat

  1. a my sobie teraz odreagowujemy przedświąteczną gorączkę i korzystając z warsztatów dziewczyn- zwiedzamy teraz Amerykę Południową. Mój Staś właśnie podejrzał u Was piramidę lego i pobiegł stworzyć własną

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *